HOKAGINKA Eldoradowcy, nie-eldoradowcy, ludu przypadkowy i fani, ewentualnie przyszli gracze lub przyszli fani, zapraszamy tutaj X3!
nie, to nie jest żaden spam XD to fanlisting X3 (jak nie wiesz co to, to nie bój się, nie gryzie XD!) Rekomednowane przez Małą Czarną i jego największego wyznawcę, Hokaga Trzeciego XD
Dla wszystkich zainteresowanych:
wspólna ilosc notek:
1238.
Więcej statystyk z czasem.
/admin
PS. Mam nadzieje, że ta ilosc się chociaż zgadza. W końcu różne rzeczy się już tu wyprawiały przez te lata.
PS.2 Wszyscy starzy gracze wciąż mogą coś napisac, jeśli tylko ich tknie nostalgia. W przypadku nie pamiętania starego hasła, mój mail wciąż ten sam i tu na stronie z boku dostępny, nie musicie się tłumaczyc, "dawaj hasło" mi w zupełności wystarczy xD
PS.3 Ten blog jest już na stałe zamknięty. Mój mail jest jednak otwarty na wszelkie nowe/stare pomysły, jeśli ktoś chce poeksperymentowac z tym miejscem.
eldorado-flirtujacych 2011-09-26 18:57:21
skomentuj (0)
---------------------------
porządki tak zwane xD
nie cierpie tych reklam, zastanawiam sie jak je usunac... jeśli ktoś wie jak to zrobic i wlasnie przypadkiem się tu znalazł i właśnie czyta tą notke, to prosze o pomoc, najlepiej przez zostawienie komentarza.
Dziekuje XD
podpisano
Setsu the admin XD
eldorado-flirtujacych 2010-02-10 16:04:59
skomentuj (7)
---------------------------

Ebisu usiłował spać.
Naprawdę usiłował spać.
Tak bardzo usiłował, że gdyby nie to, że usiłował, to pewnie dawno już by spał.
Chociaż nie mógł postawić znaku równości między możnością spania poprzez zaprzestanie usiłowania, a nie zaprzestanie, gdyż powodem jego nadmiernych wysiłków była taka tycia, tycia rzecz, która to spanie uniemożliwiała.
Równa się Sophia-chan.
Albo raczej Sophia-kocisko. Darła mordę (o, pardon, mordeczkę) od bladego zachodu słońca tuż pod jego idealnie prostokątnym oknem nie zważając na dodane negatywnie lub dodatnio zasłonięte rolety (w trójkąty pitagorejskie) i rzucanie jego (ukochanymi, acz jedynymi, bądź co bądź) kapciami w punkt zbiegu w którym się znajdowała. A było już grubo po północy.
Ebisu rozpaczał.
Był rozpaczał.
Bo ostatecznie to się wściekł. I to własnie w tym momencie w którym rozpoczyna się ta oto notka.
-ZAMKNIJ OTWÓR GĘBOWY!!! - ryknął rozeźlony.
-Miauuu, miauuu, miauuu! - odparł ów otwór gębowy.
Tego było już za wiele. Żeby jakiś alergogenny sierściuch nie pozwalał odpocząć jego cennej, pedagogicznej głowie! I co z tego, że owo niesymetryczne futro należało do Morino - przynależność ta nie pozwalała mu się wyspać z taką samą radością i obopólnością jak nienależące do Morino futro. Niewiele myśląc, Ebisu jak leżał tak usiadł, a jak usiadł tak wstał i stojąc tak równolegle do podłoża zaaplikował sobie antywstrząsową dawkę leków alergologicznych.
-Nooo, kochanieńka - zamruczał wręcz diabolicznie, co wraz z potarganą czupryną, wygniecioną piżamą w figury geometryczne i cyrklem dłoni dawało szatański wręcz efekt - Teraz to się policzymy jak dwa razy dwa!
I to powiedziawszy rzucił się na wyjące kotowate z pędem niegodnym jego zwykłego ruchu jednostajnego chodliwego i raz, dwa chwycił zwierzątko w swe ręce.
Albo raczej, kleszcze cyrkla, jako, że dotknąć tego niepoliczalnego siedliska alergenów najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty.
-Mruuf! - zafurczało wdzięcznie futro w okolicach początku, co tylko sprawiło, że mamałyg sapnął groźnie (acz z wdziękiem, co uwadze Sophii nie uszło), zatrzasnął drzwi do swojej klasy (no bo gdzieżby indziej jako pedagog mógł spać?) i tupiąc równomiernie, pięćdziesiąt siedem sekund co do sekundy później stanął pod drzwiami do klasy tektyka. Nie czekając wiele (a niewiele było tego wiele, a konkretniej z pięć chwil może) grzmotnął sobie raźno w nieco pochyłe, choć wciąż prostokątne drzwi tej klasy. Walnął tak siedem razy, dopóki nie otworzyły one się z hukiem niegodnym ciszy nocnej (jeśli chodzi o skalę decybeli) i stanął w nich nie kto inny, jak Ibiki Morino, we własnej osobie.
-Och, Sophia, skarbie! - rzekł radośnie, choć zaspanym nieco głosem - Co ty tu?...
-Zabieraj sobie to ZWIERZĘ - fuknął wyraźnie Ebisu, podając mu kotowate na końcu cyrkla. Białe znalazło się natychmiast w dużych, nieokrytych żadną liczbą materialnych materiałów rękach i rozmruczało się cyklicznie - Miauczy mi pod oknem sześć godzin i siedemnaście minut, dosłownie kwadratura moje czasoprzestrzeni zdecydowała się zmienić wymiar!
Ibiki Morino stał w koszulce bez rękawów i w szortach w nieduże imadła. Ebisu poczuł jak mu podwyższona temperatura wykwitła na twarzy. O... ojejku?...
-Och, przepraszam cię - odparł łagodnie Morino, gładząc futrzastą kulkę - Zapomniałem zamknąć okno... Sophia-chan, ty niedobre stworzonko, jak możesz nie dawać panu Ebisu spać, przecież wiesz jak on ma dużo pracy, patrz, cały jest aż czerwony ze złości... nawet bardzo czerwony...
-Uff... - dodał mimochodem Ebisu, kładąc rękę na czole i czując, jak około połowy litra wody zaczyna spływać pionowo w kierunku ziemi po jego czole - Nawet nie zliczysz ja... jak...
-Dobrze się czujesz? Ebi!...
Lecz odpowiedzi już nie doczekał. Ebisu uśmiechnął się doń już tylko i calutki czerwony osunął się łagodnie na kolana, witając się ze równaniem Pitagorasa w innym wymiarze podświadomości.
W sumie nie tak sobie wyobrażał swoją pierwszą noc w pokoju Morino.
Ale jak sobie wyobrażał, to już nawet najlepsi matematycy by z niego nie wyciągnęli, bo niestety, w chwili obecnej przestał wyobrażać sobie cokolwiek w ogóle.
Może gdyby sobie wyobrażał, to dotarłoby do niego, że choćby w najlepszej wierze, nadmierna dawka leków na alergię nie działa zbyt dobrze na samopoczucie.
A tak, samotnie pozostawiony cyrkiel błyszczał na korytarzu w zwodniczym blasku księżyca.
eldorado-flirtujacych 2009-01-03 00:12:23
skomentuj (16)
---------------------------
Ange pozwoliło sobie trochę dopisać do tego i tak zastałego już RPGowca i dawnej noty...XD Jak się Gaara-chan nie zgodzi z notką to może, rzecz jasna skorygowaćXD Początek wyszedł taki okropnie poważny ale to chyba dlatego, że już wyszłam z wprawy pisania takich wariackich, ef-owych notek... enyłej, jak się tu, ludzie zaplączecie - to endżojXD Podpisano: Ange aka Narut
***
Leżeliśmy obok siebie, twarzami zwróconymi w swoją stronę, trochę bardziej nadzy niż ubrani, trochę bardziej zakryci kołdrą niż odkryci, oświeceni chłodnym światłem Księżyca, które przebijało się przez padające grube płaty białego śniegu. Oddychaliśmy równo, choć nie-równmiernie, oddychaliśmy rytmicznie, choć nie w jednym rytmie. Gdzieś pod nami słychać było nieco fałszujący głos Yashamaru, śpiewający na całe gardło "Pada śnieg". Gdzieś pod nami grał telewizor, a może nawet radio. A wokół nas...
...cisza...
Patrzyłem w jego spokojną, odprężoną twarz, która, zwrócona w moją stronę, wyglądała niewinnie, spokojnie, cicho. Spoglądałem na bielejącą skórę, na duże, ciemne cienie okalające przymknięte w tej chwili oczy i na lekko zaokrąglony, zgrabny nos oddzielający nie-pełne i nie-wąskie usta od górnej części twarzy. Tylko patrzyłem.
I coś takiego mi się działo, tu, w środku...
-Czy tak to się robi?
Ocknąłem się z zamyślenia, w które nie zauważyłem, że wpadłem.
-Co? Co się robi? - spytałem, podnosząc niezauważalnie głowę znad łokcia, na którym ją wsparłem.
-No, to wszystko... - rzekł, zakreślając dłonią przestrzeń. Przez moment światło księżyca zniknęło za bladymi palcami, lecz trwało to tylko chwilę - Po seksie...
-Nie wiem - odparłem, z powrotem kładąc głowę i spoglądając w zielone oczy, które, otworzywszy się na ten zalany księżycową poświatą pokój, błyszczały białkami w cieniu - Nigdy nie uprawiałem seksu. Ale pewnie to jest właśnie tak.
-Aha - mruknął i przesunął palcami po mojej dłoni, która leżała bezwładnie na poduszce - To dobrze...
Spuścił nieco wzrok, rysując jakieś szlaczki na wnętrzu mojej dłoni. Patrzyłem. Patrzyłem na rudawobrunatne włosy, skrzące się niezauważalnie w cieniu, zamkniętą w sobie twarz i krótko obcięte paznokcie na suchej, pachnącej piaskiem ręce. Poczułem jak mi się coś zaciska we wnętrzu, bardzo mocno, bardzo, bardzo...
Podniosłem dłoń i pogładziłem go po twarzy. Spojrzał na mnie, jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Gaara, ja... - rzekłem, chociaż nie bardzo wiedziałem, co chciałem powiedzieć. Więc uśmiechnąłem się i przysunąłem się bliżej.
Jakoś to wszystko nie wyszło i w ogóle... Trochę tam niby próbowaliśmy, nawet się trochę rozebraliśmy jeszcze, ale... ale jakoś tak wyszło, ze w końcu tylko leżeliśmy obok siebie i... no.
I tyle.
Może jeszcze trochę za wcześnie na to...
-Słuchaj... - rzekłem, wciąż gładząc go po twarzy. Nie wydawało mu się to przeszkadzać, więc zacząłem bawić się jego włosami i wodzić palcami po uchu - ...jak dorośniemy...
-...już jesteśmy duzi...
-...jak jeszcze bardziej dorośniemy, teges...
-...no, tobie by się przydało...
-...weź mi nie przerywaj, no! Jak dorośniemy... - powiedziałem i urwałem, bo chwycił moją dłoń i zwrócił na nią całą swoją uwagę, jakby nagle zaczęła robić coś jeszcze ciekawszego niż ja - ...Gaara!
Położył sobie moją dłoń na twarzy i zamknął oczy.
-...światło...- mruknął gdzieś spod mojego trzeciego palca - ...mówiłeś?
Stanowczym, choć subtlenym ruchem przekręciłem jego głowę w moją stronę. Spojrzał na mnie jednym okiem.
-...uutoo - rzekł jakimś jękliwym tonem, chociaż dam głowę, że się to oko śmiało do mnie. Wystawiłem język, na co odpowiedział mi tym samym i polizał mnie jednocześnie po wewnętrznej stronie dłoni. Zacząłem się śmiać. Jakieś to niepoważne wszystko było.
-...chodź tutaj, ten teges - rzekłem w końcu, gdy przestałem się chichrać, a jak zauważyłem, Gaarę ogarnęło zmęczenie, co wiązało się z jakim takim spadkiem koncentracji. Bez słowa przysunął się do mnie i położył na mej nagiej, męskiej (a jakże, teges!) piersi. Brunatne włosy pojaśniały trochę, odkąd znalazły się bliżej mojego nosa. Bez słowa zagarnąłem całą jego widoczną spod kołdry postać i zamknąłem w szczelnym uścisku, całując czubek tej czupryny.
-...ocham ćem... - wymruczałem gdzieś w okolicach skalpu (na tyle wyraźnie na ile mi włosy pozwoliły). Odchrząknął mi coś w odpowiedzi w okolicach lewego ramienia i ciepło rozlało mi się po piersi. I nawet jeśli to co powiedział byłoby w istocie "ramenem z ćmą" albo jakimś innym głupotyzmem, rozczuliłem się całkowicie i mechanicznie zacząłem głaskać jego włosy, zupełnie, jakbym miał w rękach dużego kota.
-Mówiłeś?... - wymamrotał w końcu, pozwalając się pieścić i całować bez słowa sprzeciwu. No, może chciał się przesunąć trochę bliżej, by tylko jego włosy nie zbierały wszystkiego, ale ułożył się na tyle niefortunnie, że jakoś nie za bardzo mu to szło. Mimowolnie szczerzyłem się nad jego głową. To było takie nieporadne, że aż słodkie.
-Mówiłem... - odparłem, jak w końcu ułożył się na mnie większą częścią ciała niż mniejszą i unosił się teraz wraz z ruchem moich płuc nad łóżkiem - ...że jak dorośniemy...
-...jak ty dorośniesz...
-...a jak ty zmężniejesz-au! - syknąlem, jak klasnął mnie ręką w to co pod nią miał, a miał akurat lewą stronę brzucha - No dobrze, dla mnie i tak już nie musisz, teges...
Uśmiechnął się.
-...to tak sie urządzimy, że zrobimy sobie najbardziej wystrzałową na świecie noc poślubną i dopiero będzie niezły seks, teges! - wydusiłem z siebie w końcu, szczęśliwy jak nie wiem co, szczerząc się do sufitu. Na pewno tak będzie! No bo czemu niby nie, teges?
-...o ile dorośniesz - mruknął - Idź spać, Naruto - dodał, całując mnie w to co miał pod twarzą - a miał akurat lewą pierś. Bez sprzeciwu zamknąłem oczy i osunąłem się spokojnie w krainę Morfeusza, trzymając w rękach to, co miałem najcenniejszego na świecie.
I wszystko było, teges, na swoim miejscu.
***
Gaara leżał wsłuchując się w bicie serca Naruto. Uderzało jednostajnym, rytmicznym rytmem, w pełnej harmonii z oddechem i ruchami klatki piersiowej. Lecz coś mu nie pasowało. Leżał przez chwilę, nasłuchując; nie, z sercem wszystko w porządku. Ostrożnie przewrócił twarz na drugi policzek i spojrzał w stronę okna - tam też nic się nie zmieniło, śnieg padał tak, jak pół godziny temu. Delikatnie zsunął z siebie luźne już ręce Naruto i usiadł na klęczkach, oglądając się dookoła. Niby wszystko było w porządku, ale jednak coś się nie zgadzało, coś było nie tak, coś...
Spojrzał na Naruto. Spał spokojnie snem sprawiedliwego. Gaara uśmiechnął się lekko, kładąc się z powrotem na opalonej piersi. Pewnie mu się wydawało, przecież wszystko było w porząd-...
Zielone oczy otworzyły się w ciemności na całą szerokość.
...jaka noc poślubna?!
I tak spokój wewnętrzny Gaary ponownie legł w gruzach.
eldorado-flirtujacych 2009-01-02 23:31:15
skomentuj (5)
---------------------------
Notka czysto organizacyjna xD" Jako że prawie nikt z zaglądających nie czytał P.S. z poprzedniej to zaznaczę to tutaj:
Generalnie, przyjmowanie graczy zostało zawieszone.
Wyjątki stanowią ci, którzy są w stanie przeczytac całe archiwum, od 2004 roku. Choc powinni się liczyc z tym, że mogą grac prawie zupełnie sami, w końcu widac że nie ma piszących XD'
Reszta informacji w PS numer 2 w poprzedniej notce xD
Co do powstawania strony, wciąż potrzebuje dobrego serwera, z możliwą jak najmniejszą ilością reklam... no i czasu, bo co by nie mówic, dużo tego do przerabiania jest, zwłaszcza z pozablogowych aktywności xDD
podpisano: admin, Setsu, Hokage trzeci, Sophia, Kisame i Gaara w jednym XD
PS. Jak ktoś chce hasło do pisania (bo nie pamięta or coś xD) to to nie jest problem spytac Setsa xDD
eldorado-flirtujacych 2008-06-12 10:39:29
skomentuj (2)
---------------------------
Myślę, że czas najwyższy przekształcić E-Fa w skarbnicę wspomnień. W końcu to miejsce twórczej zabawy i wielu wspomnień, w tym początków oraz ciągu wielu przyjaźni.
Pora zrobić archiwum wszystkiego co się przetoczyło przez E-Fa, wszystkich dodatków, nieskończonych i nigdy nie dodanych notek itd a samą główną część bloga jako blog rpga zawiesić, jako że nie będzie już raczej aktywny.
Z tym, że jeśli gracze lub nawet goście chcieliby dopisać kiedykolwiek jakąś historię, mogliby to w dowolnej chwili zrobić.
Również wszyscy, co chcieliby w jakiś sposób napisać coś ważnego - coś co zawsze chcieli - swoimi postaciami, to jest czas dla was.
Nie zamierzam kończyć tej historii, gdyż taka jaka jest, czyli zawsze otwarta, jest jej wielkim plusem.
Zakończenia nie zawsze są najważniejsze.
To co nas przywiązuje to "teraz" i cały długi rozwój postaci.
Zakończenia zaś są pewnym rodzajem pożegnania.
Ale to nie jest tak do końca pożegnanie.
Historia wciąż jest i moze się tak długo toczyć jak nasze życia są długie. W końcu to nasze historie.
Jednak nic nie poradzi się na to, że nasze zainteresowania zmieniły kierunek, to dość normalne że nie stoimy w miejscu i kochamy wiele innych rzeczy. Nie odejmuje to jednak ani wartości ani pamięci temu miejscu.
W ten sposób E-F zostałby dla nas naprawdę nieśmiertelny, zawsze gdzieś tam w sieci, gotowy na każdego pełnego wspomnień gracza, ktory od dawna jest na swojej odrębnej drodze lub całkiem nowych gości.
Myślę, że E-F zasłużył sobie na swoją pamiątkową stronę.
podpisano: Setsu, adminka.
PS.1 Wiadomość do graczy zapisanych jako gracze oraz do wszystkich przeszłych graczy którzy dotąd grali jakąś postacią i w trakcie zrezygnowali z gry - możecie dodawać notki, kiedy tylko chcecie i jeśli tylko napadnie was zew wspomnień i trochę chęci. Znajomość fabuły z ostatniego roku nie jest wymagana, wystarczy to co zostało w waszej pamięci, jako że od wielu miesięcy akcja stoi w miejscu.
PS.2 Wiadomość do wszystkich ubiegających się by byc graczami - przyjmuje tylko tych, którzy są w stanie przeczytać całe archiwum, począwszy od marca 2004 roku. Co do postaci - myślę że czytelnicy E-Fa i wszystkie inne osoby, które go lubią lub chciałyby w tym jakoś brać udział będą mogły, ale to dopiero jak ustalę w jaki sposób dokładnie będzie to możliwe.
Co do wolnych postaci, które są oznaczone jako wciąż wolne - są do wzięcia, jakkolwiek chwilowo przyjmowanie nowych graczy zostało zawieszone.
eldorado-flirtujacych 2007-08-20 00:03:58
skomentuj (24)
---------------------------


Oro wstał jak zwykle z łóżka, poszedł do łazienki, przemył zimna wodą buziaczka. Uswiadomił sobie że nie boli go głowa. Wyjątkowo. Nic go nie bolało.
- Co się dzieje, nadal śnię?
Popatrzył w lustro.
- Ku... u?
Jego głowę otaczała jaśniejąca niebiańskim światłem aureola.
- GYAAAAH! Co to jest żę po tych wszystkich niegodziwosciach jakie wyrządziłem spotyka mnie takie coś?! Gdzie są rogi, ogon, widły?! Ogień piekielny? Jak ja się ludziom pokarzę... Uosobienie dobroci...
Owinął sobie szczelnie głowę kraciastą chustą niczym terrorysta.
- Nie, coś im się tam na górze pomyliło w kartotekach! Ja im zaraz udowodnię jaki podły jestem!
Sasuke usiadł, ziewnął i rozejrzał się wokół. Pierwszym, co mu nie pasowało, był brak Itachiego w pokoju; gdzie jego idiotyczny brat znikał o piątej nad ranem? Uchiha wstał, przetarł oczy, poprawił koszulkę od piżamy i podszedł do okna z zamiarem podciągnięcia rolety. W tym właśnie momencie, jego oczom ukazał się niecodziennie świecący na bladożółto Orochimaru w kraciastej arabskiej chuście. Dzadzke westchnął, ziewnął ponownie i spytał z całą właściwą sobie elokwencją:
- A ty tu czego...?
- Pokazać tym tam na górze że mylą się co do mojej osoby...
- A może właśnie mają rację i to jest twoja kara?
Uchiha wywrócił oczami; pan od fizyki naprawdę potrafił być mało inteligentny. Zresztą, świecenie się na żółto i bieganie z aureolką to jeszcze nie koniec świata; na pewno sam wolałby to, niż tak zboczonego brata, jakim był Itachi.
Oro poprowadził rozespanego jeszcze Sasuke z powrotem na łóżko.
- Hmmm- Oro wytężył mózg, co by tu złego zrobić- Hmmm...
Sasuke zmarszczył brwi. Wolał się wstrzymac od komentarza nawet we własnych myslach.
- Zgwałcę cię! Buhahahahahahahah! I cio? Boisz się?
Zapadła niezręczna cisza.
- ...nie, a co?
Oro zbity z tropu siadł w rogu łóżka. Ciężka konsternacja dawała o sobie znać nawet mimo chusty.
- Wymysl coś!- powiedzial w końcu
- Ja? To pan się do mnie włamuje o piątej nad ranem.
- Odmawiasz nauczycielowi?
- Taki z pana nauczyciel jak ze mnie uke. - prychnął Uchiha, stając z grzebieniem przed lustrem i doprowadzając swoje włosy do porządku.
Wiesz.. może ja lepiej wrócę do łóżka...- to powiedziawszy zrzucił z siebe trochę ubrań i położył się w łóżku swojego 'podopiecznego'.
- Tak, proszę wracać do swojego łóżka.
- Ależ nie przejmuj sie mną. Zachowuj się jakby mnie tu nie było. W ogle wcześnie jeszcze, po co wstajesz?- zarzucił językiem i przyciagnął Sasuke z powrotem na łóżko.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Kochanie, co tu się dzieje, jakieś hałasy?- Mikoto weszła do pokoju i zastała nieco dwuznaczny widok
- O, mamo, to jest właśnie nasz pan od fizyki. Mogłabyś mi pomóc go stąd usunąć? - Sas nadaremno starał uwolnić się z oplatającego go jęzora.
Mikoto wzięła do ręki ciezką patelnie. Orochimaru postanowil nieco sie wycofać.
- To ja juz...
- Nie... pan jeszcze nie wychodzi...Nikt nie powie że dom Uchiha jest niegościnny.- usmiechnęła sie sadystycznie. Orochimaru znal ten uśmiech. Aż za dobrze. I ten wzrok. Wiedział doskonale po kim z rodziców Itachi więcej odziedziczył..
Sasuke tymczasem odchrząknął nieznacznie i wymknął się za plecami matki do łazienki.
Oro nie miał zamiaru spedzić wieczności z obitym buziaczkiem.
Chcieć nie znaczy móc.
eldorado-flirtujacych 2007-04-08 22:35:26
skomentuj (8)
---------------------------
OSTRZEŻENIE! (czytają wszyscy, bez wyjątku!)
To, co wam tu prezentujemy, to crack-porn. Komedia yaoi. Gagi MalexMale. PWP z Charlie Chaplinem w tle. NC-17, a nawet NC-65. Było powiedziane, że żadnych yaoiów, ale skoro E-F nam zaraz upadnie i nie wstanie, to na gromadne pożegnanie roku 2006 możemy tą zasadę nagiąć. Ludziom poniżej osiemnastego roku życia wzbronione jest spoglądać na to swymi nieskalanymi, białodziewiczymi oczętami, toteż wszystkich poniżej magicznej 18stki prosimy o zamknięcie oczu w trakcie czytania=^.^= Konsekwencje za złamanie tej zasady poniesiecie sami, toteż tym razem zastanówcie się czy chcecie sobie skalać pornem głowę - tym razem tu będzie o prawdziwym seksie a nie o miętoleniu przez koszulkę, to tak gwoli ścisłościXD Wesołego skoku do Nowego Roku życzy wszystkim - Ange
P.S. Jak admin chce coś dodać, to niech to zrobi jutro
Nie wiedział, jak to się stało.
Nie, żeby był głupi, co to, to nie... tylko jakoś nie planował, żeby tą Sylwestrową noc spędzić na brzegu łóżka, z konkretną osobą, która teraz niecierpliwie próbowała rozpiąć mu zamek od spodni, który zaciął się na cholernie bolącym...
...zacznijmy od tego, że to miała być najfajniejsza impreza sylwestrowa w jego życiu. No wiecie, pełno fajerwerków, dobrego żarcia, osób, które lubił... Gaara zaprosił go po ich cudownej pierwszej randce, uważając, że jego życie bez blondyna miałoby może większy sens, ale byłoby nudne i bez wigoru... Naruto stwierdził, że takiej okazji przegapić nie można. I było cudownie, naprawdę! Yashamaru, cudowny wujek Gaary cierpiący na Alzheimera i z każdą utratą pamięci kochający swego siostrzeńca jeszcze bardziej przygotował trzydzieści sześć wigilijnych potraw z okazji tego, że Wigilia już była, Kankuro, starszy brat Gaary non stop obwieszał choinkę i wszystko, co żyło, a się nie ruszało, zimnymi ogniami (w końcu chata nie pójdzie z dymem), a Temari leżała na kanapie i oglądała jakiś dziwny film o nazwie 'Tajemnica Złamanego Grzbietu Gór' czy jakoś tak. Sam Gaara, przyszły domniemany Kazekage, prawdziwy przyjaciel i wierny druh, co chwilę podduszał ją piaskiem za dziwne pytania, które mu zadawała ("Kiedy wreszcie pójdziesz z nim do łóżka, co?"). I naprawdę, wszystko co zrobili, to po prostu wyszli na dwór w poszukiwaniu świątecznej gwiazdki i zaczęli się bujać na huśtawkach i Naruto zrobiło się trochę zimno i...
-Gaara - wysyczał zbolałym falstetem - Jak do jasnej cholery doszło do tego, że tu jesteśmy?
Gaara też nie wiedział.
W końcu, on go tylko zaprosił do siebie na miłego Sylwestra... co Gaara mógł na to poradzić, że Shukaku bardzo podobał się film, który non stop puszczała sobie Temari? Poza tym kiedy już siedzieli sobie na huśtawkach i zaczął prószyć śnieżek, jakoś tak ziąb złapał i nagle Uzumaki zaczął tak ładnie wyglądać w ledwie widocznym świetle gwiazd i jakoś tak ciepło mu się zrobiło... i wtedy on wyszeptał 'Seksu mi się chce' i jakoś tak wyszło, że w końcu weszli do jego pokoju na drugim piętrze przez okno i Shukaku nie chciał się zamknąć i Naruto tak ładnie pachniał, tym tłustym rozgotowanym ramenem z wołowiną, którym zawsze się opychał i...
-... - odpowiedział.
W sumie to zdecydowanie nic nie wiedział i poczuł nagłe zlodowacenie wśród dolnych częsci swojego ciała. Puścił nagle Naruto i odszedł w stronę okna, stojąc odwrócony do swojego, póki co, niedoszłego kochanka plecami.
- Gaara... - jęknął Naruto, choć pewnie nie był to jęk, a jedynie usłyszane źle decybele, odbijające się na jego bębneku usznym niczym podczas tańczenia afrykańskiego tańca.
W sumie to dlaczego się powstrzymał?
Przecież jeszcze chwilę temu tego chciał?
A może wcale nie chciał? Zaślepił go ten zapach rozgotowanego ramenu, którego przecież tak nie cierpiał...?
Naruto nagle poczuł że Gaara jest tak daleko, choć tak blisko i zapragnał być o wiele bliżej niego niż te dzielące ich pół pokoju, toteż rzucił sie z rozpędu (przez co Gaara zaliczył spotkanie swojego czoła z szybą) i stwierdził, że nadal mu się chce.
- W sumie to po co się nad tym zastanawiać? I tak nie rozumiem głębi tego wszystkiego teges... - wykrzywił twarz blondwłosy. - A może ja cię zmuszam?...
- ...!
- Jak tak to lepiej przestańmy. Nie obrażę się, naprawdę. Chodźmy porobić babki z piasku zamiast tego, tak. Chodźmy.
- Ej! - zawył w desperacji Gaara zanim jego adrenalina nie przesłoniła mu znowu pola widzenia, czucia i myślenia xD
- Tak?
- ...chodźmy do łózka... - wypalił, trochę się przy tym mu głos załamał, ale twardo się trzymał. W końcu był mężczyzną.
- ...nie da się robić babek piaskowych w łóżku... - zmartwił się Naruto.
- Da się... ale nie o to chodzi! - zaprotestował Gaara i zaciągnał siłą Naruto, rzucając go z powrotem na pościel. Przez jakis czas znowu nie myślał, opanowała go ta tak powszechnie występująca ponoć w takich sytuacjach zwierzęca chuć i postanowił trzymać sie jej jak najdłużej.
Naruto pisnął niemęsko, odbijając się od królewskiego łoża, które było wielkie i wygodne i pełne pluszowych misiów i pisnął ponownie, gdy ujrzał, jak zwierzęca chuć, odbijająca się w oczach Gaary jako władcza chęć posiąścia wszystkiego wokół sprawiła, że zadrżał na całym ciele. Stwierdził, że jest to nawet trochę dziwne i nawet, że jak mu się chce, to wcale nie za bardzo, więc w sumie to należałoby to przerwać, więc postanowił leżeć dalej i poczekać, aż Gaara sobie pójdzie... kiedy jednak Gaara jednym męskim i jakże seksownym ruchem zdarł z siebie szaliczek w który takim matczynym ruchem zaplątał mu wokół szyi wujek, Naruto stwierdził, że Gaara sobie sam nie pójdzie, postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce i zapobiec temu (mimo, że ruch ten bardzo pobudził jego lędźwia; nikt jeszcze tak męsko nie zdzierał z siebie szalika w kwiatuszki!). Otworzył więc jak najszerzej swe błękitne, lśniące oczęta i krzyknął bardzo głośno, aczkolwiek na ostatnim, umierającym wydechu:
-Dame, Gaara! Dame!...
Gaarę tylko rozgrzał ten okrzyk... a przynajmniej tak powinno to działać na każdą wzorową dziewicę właśnie zamierzającą wypełnić swój jakże szacowny pierwszy raz. Można jednak z pewnością napisać, że Gaara bardzo się starał by tylko go to zachęciło.
Choć bardzo martwił się, że Naruto może faktycznie nie chce. Naprawdę bardzo. Szczególnie jak jego dłoń wylądowała mu dość dotkliwie na nosie, a noga próbowała mało delikatnie zwiększyć między nimi dystans.
- Ej, siedź spokojnie! - czerwonowłosa bestia (XD) lekko się podirytowała i przycisnęła Naruto mocniej do pościeli. - Nie mogę nic zrobić jak się tak rzucasz!
- Ale ja jednak nie chcę, teges!
- Jeszcze przed chwilą chciałeś i już nie chcesz?! - do głowy Gaary trafiła jakaś myśl, poodbijała się jak piłka echem po jego głowie, aż znikła. - Nie rozumiem! - wykrzyczał w końcu, bo i nadmiar adrenaliny mu się zebrał.
- Ja... ja też nie! - odwrzeszczał mu Naruto. Atmosfera zagęściła się, nabrała tempa i stała sie mocno wrzeszcząca.
- No to siedź cicho, zaraz będzie po wszystkim! - Gaara rzucił się by rozebrać Naruta, i wtedy dopiero zauważył że ręce mu drżą. Dlaczego...?
- Uaaaaaa! - wrzasnął blondwłosy, jakby go katowali.
- Jeszcze nic nie zrobiłem...
- ... - Naruto nagle oblało lodowate zimno. Bardziej poczuł niż zrozumiał, że właśnie się bał. Bał się tego co będą robić. W sumie nawet do końca nie był pewien jak to dokładnie się robi... co prawda widział parę fotek w świerszczykach i uważał trochę bardziej na niektórych lekcjach biologii, a nawet Iruka próbował kiedyś i to całkiem niedawno, poruszyć z nim te tematy, ale nie do końca rozumiał metaforę miski, ramenu i makaronu. I teraz poczuł się bardzo nieswojo... właśnie przeżywał swoje pierwsze wątpliwości.
- Tak dobrze, nie ruszaj się, a nie będzie bolało. - powiedział pewny siebie Gaara i dalej robił swoje, choć ręce nie przestały mu drżeć.
- KŁAMIESZ! - wykrzyknął Naruto, znowu go odpychając, zupełnie jakby to zdanie wywołało ukrytą w nim bombę. - Za pierwszym razem zawsze boli!
- ...w pornosach nigdy o tym nie było!... - odwrzeszczał mechanicznie Gaara, ale z każdym wyrazem zdanie cichło, aż zawisło w powietrzu nieruchomo.
- Chcesz się przekonać?! - Naruto patrzył na niego wykrzywiony, zupełnie jak wykorzystane zwierzątko.
- Nie! Ja to zrobię! - wrzasnął o wiele za głośno Gaara i powrócił do przerwanej czynności, jeszcze bardziej tylko sie irytując gdy ciało coraz bardziej odmawiało mu posłuszeństwa, im bardziej starał się ignorować fakt, że nie nadążało za jego akcjami. W końcu nie wytrzymał i powiedział głośno: - Jestem facetem, a każdy mężczyzna potrafi to zrobić!
-Ja też jestem facetem! - odkrzyknął Uzumaki, zapatulając się jak najszczelniej w swoją nowiutką, przesiąkniętą padającym śniegiem kurteczkę i rzucił się Gaarze do kołnierza - I też potrafię to zrobić!
...i to powiedziawszy, jednym zwinnym ruchem otworzył Gaarze poły od płaszcza. Guziki zaczęły skakać po całym pokoju, trafiając w każdą możliwą dziurkę (au! - odezwało się zza drzwi).
-Ale ja potrafię to zrobić lepiej! - krzyknął Gaara i niemal lustrzanym ruchem zdarł z Naruto jego pomarańczowy płaszczyk, rozdzierając mu przy tym pół rękawa.
-Nieprawda, wcale się na tym, teges, nie znasz! - odwrzasnął mu blondyn, ściągając mu rękawiczki i szarpiąc się z zamkiem błyskawicznym u rozpinanego czerwonego swetra w dużego puchatego misia - Nie widzę powodu dla którego to ja nie miałbym tego zrobić!
-To dlatego, to mój dom i ja tu rządzę!!! - wrzasnął Gaara jakby już zupełnie zapomniał kim jest i zwinnym ruchem zdarł z Naruto jego rękawiczki, szalik i nauszniki - Jestem z rodziny Sabaków, jesteśmy w tym najlepsi w całej wiosce!
-Ach, tak! Wcale ci nie wierzę! - krzyknął Naruto, po czym w jednej chwili dotknął Gaarowego krocza, by w następnej chwili odskoczyć jak oparzony - Co to jest?! Masz twarde! To jest za dziwne, ja nie chcę, teges!
...to powiedziawszy, rzucił się na łóżko i odpełzł w najdalszy jego kąt. Gaara ze zdziwieniem spojrzał na swoje krocze i stwierdził, że faktycznie, to wyglądało trochę dziwnie, ale nie żeby od razu... poza tym było mu ciasno i to było nawet fajnie jak Uzumaki tego dotknął, a teraz on...
A w sumie to ciekawe było, jak teraz wyglądał...
To pomyślawszy, z zafascynowaniem zaczął rozpinać zamek błyskawiczny swojego rozporka i...
-AAA, PRZESTAŃ!!! - wrzasnął Naruto, zakrywając sobie oczy rękami, ale jednocześnie patrząc przez palce - Powiedziałem, że nie chcę!!! Co chcesz z tym zrobić?!
-Ja... - zaczął Gaara, po czym spojrzał niepewnie na swojego już-nie-tak-małego w swojej dłoni i stwierdził, że drżące dłonie już nie tylko mu drżą, ale także się pocą.
O cholewa. No właśnie, co?
-No cóż, w każdym razie na pewno mam ładniejszego niż twój - odparł wyniośle Gaara, uśmiechając się do Naruto i z zafascynowaniem patrząc na zmianę która zaszła w jego trzeciej ręce.
-Co? Nieprawda! - krzyknął Naruto, tym razem otwarcie patrząc na ręce Gaary i w natychmiastowym pośpiechu rozpinając sobie spodnie - Mój wcale nie jest taki czerwony jak twój, widzisz?!
To powiedziawszy, z dumą pokazał swojego, który, wbrew wszelkim wymówieniom odbiegał nieco od normalnego wyglądu penisa.
Gaara z zastanowieniem spojrzał na Naruto, który, przybrawszy buraczany kolor na twarzy, wciąż dumnie pokazywał swoje klejnoty i uśmiechnął się wrednie.
-Ale mój jest fajniejszy w dotyku - odparł z tonem kogoś, który ma trzy razy więcej w portfelu i uśmiechnął się do Naruto - Nie tak jak twój!
-Akurat! Nie uwierzę, póki nie zobaczę, teges tamteges! - powiedział Naruto i bez słowa wyciągnął rękę w stronę Gaary.
I stwierdził że w dotyku wcale nie było to takie złe, choć jakoś szczególnie przyjemne też nie. Nie zdążył nawet zauważyć kiedy jego przyjaciel również sięgnął do niego. W tym momencie zdecydowanie odczuł przyjemność, jak również pewne zażenowanie. Puścił Gaarę i on jego też. Przerwał ją śmiech Naruto, który niekontrolowanie go z siebie wydał.
Nagle Gaara odczuł że tak naprawdę wcale nie wie co ma robić. Cała siła mu odeszła.
- Ja chyba jednak nie jestem prawdziwym mężczyzną... - szepnął.
- Eee... no ale... no... dobrze ci szło... chyba... - próbował coś nawijać Naruto, bo czuł wewnętrzną potrzebę ku temu, choć niewiele do niego docierało. - Argh! Jak tam mi coś się odbija w tej głowie to już zupełnie nie wiem o co chodzi! Zróbmy to po prostu!
- ... - Gaara ze swej niemocy poczuł aż nieznośną irytację którą miał zdecydowanie ochotę wyładowac. Zresztą nie potrafił jej długo trzymać. Położył się na Narucie, traktując to jako ostateczne przyzwolenie.
W tym momencie znowu poczuł wahanie, bo pamiętał, że chyba nie przechodzi się od razu do tego, ale gdy zobaczył zniecierpliwiony wzrok Naruto i pośpieszające marudzenie zdecydował się w końcu...
-Naruto, rozłóż nogi - mruknął, zdejmując swoje spodnie do końca i widząc, że Uzumaki jak zwykle w gorączkowym pośpiechu zdążył zrzucić z siebie skarpetki, koszulę i wszystko inne, co nie było naturalną częścią jego ciała.
-Co? Po co? - odparł Naruto, przypominając sobie pozycje ze świerszczyków - Ale ja nie jestem dziewczyną...
-Mówię ci, że wiem co robię - odparł Gaara wykopując swoje buciory precz z łóżka i odsuwając od siebie fioletowego misia, który usadowił się między nimi - No już, szeroko...
-Jak szeroko? Tak? - odrzekł Uzumaki, nieznacznie jedynie siadając w przykroku i kładąc się na poduszkach - Co chcesz zrobić?
-To, co się zazwyczaj robi podczas seksu - mruknął Gaara i jednym ruchem wywrócił Naruto na plecy, unosząc mu nogi - Nie będzie bolało...
-To co zazwy... ale co... Gaara, co ty chcesz... - zaczął gadać spanikowany Naruto, patrząc jak piaskowiec wyciera spocone ręce o pościel i spogląda na niego z góry - Ty chyba nie... ale gdzie... tam? No co ty?! TAM?!! - wrzasnął, czując jak niedoszły Kazekage chwyta go za miednicę i jednym zwinnym ruchem... - Ale tam nie można bo tam...!!! O chol... AAA!!!
I zapadła cisza.
Gaara poczuł, że faktycznie jest coś nie tak. Bo było jakoś dziwnie... i wcale nie przyjemnie... i jego to też bolało! A to chyba nie powinno tak być?!...
-Przestań, przestań, PRZESTAŃ!!! WYCHODŹ!!! - ryknął Naruto, odpychając od siebie Gaarę jak najmocniej, a jednocześnie starając się w ogóle nie ruszać - TO BOLI!!!
Po czym, wykopując Gaarę od siebie na długość nogi, rozpłakał się jak na rasowego uke przystałoXD
-To jest okropne!!! Ja już w ogóle nie chcę!!! Przez ciebie głupi! To wszystko dlatego, że nie założyłeś prezerwatywy, teges!!!
Przez dobre parę chwil siedzieli do siebie plecami, obrażeni i oboje czujący się niezadowoleni.
- Ale... my nie mamy czegoś takiego. - odezwał się w końcu Gaara.
- Co?... - burknął Naruto, wycierając łzy całą dłonią.
- Prezerwatywy.
I tak zakończyła się pierwsza próba chłopców xD
- Może jednak spróbujemy bez? Na filmach zawsze robią bez. Czytałem też, że pary robiące to regularnie nie stosują prezerwatyw. I że dopiero po czasie robi sie przyjemnie... - zaproponował Gaara.
-Ale to strasznie boli - zamiałczał Naruto, patrząc niepewnie na Gaarę i wciąż czując pieczenie z pierwszej próby - To pewnie dlatego, że coś źle robisz! To nie powinno być tak, że nawet nie możesz mi włożyć! Tylko tyle było! - odparł, wskazując palcami ile dokładnie było i siąknął nosem - ...a ty nie mogłeś nic zrobić, przecież widziałem!
- A może to w tobie jest problem? - zrewanżował sie Gaara. - Że nie mogę dalej?
-We mnie? Ze mną jest wszystko w porządku, teges! - obruszył się Naruto - Poza tym facet zawsze wkłada całego! Wiem, bo Kiba się przechwalał, że Shino też mu... - to powiedziawszy ucichł - Dlaczego nie wszedłeś dalej?
- Bo mnie wypchnąłeś! - skłamał po części Gaara i mocno ścisnął pościel.
-Bo mnie bolało jak diabli! - odparł Naruto, z frustracji unosząc ręce - Cały czas to czuję! I na pewno mam całe czerwone! - to powiedziawszy, Naruto rozłożył nogi i pokazał cały swój inwentarz - Chyba krew mi leci, teges...
- Nic ci nie leci. - odparł Gaara nawet nie patrząc w jego stronę xD
Nastąpiła chwila ciszy, w której Naruto stwierdził, że faktycznie nic mu nie leciało, a Gaara w ciszy przeżywał swoją porażkę jako mężczyzna.
- Wciąż ci się chce...? - spytał cicho Gaara niczego niespodziewającego się Naruto.
-Może jak mi dasz buzi to mi się zachce - odparł burkliwie Naruto, ale zamknął oczy i nadstawił twarz w kierunku Gaary.
Gaara spojrzał się głupio na Naruto.
- To dziecinne! - zaprotestował, ale widząc, że Naruto chciał sie już obrazić na dobre, dodał. - Głupie i dziecinne, ale skoro ci tak głupio zależy!
I zbliżył się, również z zamkniętymi oczami, w stronę Naruto, mając nadzieję, że wceluje xD
eldorado-flirtujacych 2006-12-31 03:27:14
skomentuj (9)
---------------------------
...nie ma śniegu co prawda, ale i tak życzę Wam wszystkim, niedobitkom graczy co tu jeszcze zaglądają i co tęsknią za E-Fem, byłym graczom co tu czasami trafią i wszystkim fanom, którzy może i rzadko się odzywają ale czasami dają nam znać że są z nami :*
ELDORADOWYCH ŚWIĄT! I niech spełni się choć jedno wasze życzenie :*
życzy Setsu, adminka ^_^
Dziękuję też za to, że bawiliście się wszyscy z nami (i gracze i czytelnicy) i mam nadzieję, że E-F nigdy nie zniknie z netu ani z waszej pamięci, przypominając się co jakiś czas.
eldorado-flirtujacych 2006-12-24 14:52:26
skomentuj (13)
---------------------------


Był sobie kiedyś jasKINIOwiec. A raczej JasKINIA. Zyła sobie samotnie w pobliżu jakiejś jasKINII. Jej życie było dość monotonne, jak na epokę kamienia łupanego przystało, ale że było to dzielne dziewczę, nie trzymała się nigdy blisko stada. Zawsze polowała sama, zazwyczaj na konserwy (XD), i chociaż jej życie było dosć samotne i rutynowe, nigdy się nie nudziła. W końcu wypełnione było po brzegi jej ulubionym hobby: dokuczaniem innym! Nie ma to jak spuszczać parę skał na grupy małych biednych jaskiniówek XD
Dbała też bardzo o swoje cudowne długie włosy, wiec jeśli ktokolwiek ją obraził i powiedział coś niedobrego o jej włoskach zaraz mógł sie pożegnać z życiem... o ile zdązył zanim dopadły go jej pazurom XD
I tak oto toczyło się życie Kinii... aż pewnego dnia spotkała Największą Konserwę w swoim życiu, otwierając pewną niepozorną puszkę...
W tym momencie proszę o chwilkę refleksji. Chcecie wiedzieć o co kaman? Ha, no to wam powiem~! xP Otóż pod wpływem gorących namów a nawet gróźb (XPPPP) oraz wtyków u adminki (XDDDD)- otom ja - Kin ^,^/ [aplauz! xDD]
-->patrz tytuł <--
...
- Idę do babci~ Sialalalala!
No wiec nasza dzielna Kinia ruszyła do babci... rybusi! Gdyż babcia Kinii nazywała się Rybosława Rybusińska, zaś wszyscy w skrócie mowili na nią Rybusia. W jakimże to tajemniczym celu zmierzała tam nasza Kinia? Tego dowiemy się w następnym odcinku, a póki co wracamy do naszego Kisama mega-konserwy spełniajacej trzy życzenia i JasKINII xD
- Ohoho! Zjadłoby się jakąś rybkę- pomyślała głośno Kinia otwierając maczugę (XD). Sięgnęła po konserwę, zerwała wieko zębami.
- Stara i tak nigdy nie lubiła ryb :3~
W momencie otwarcia, świat zaczął zwalniać i mienić się kolorami.
- Wow - pomyślała raz jeszcze Kinia.
Wtem Wielka Konserwa ukazała się jej oczom i przemówiła dostojnym rybim głosem...
- JEŚĆ!
I kinia glebła XD
- To ja tu chcę jeść! Obiad nie powinien gadać tylko dać się grzecznie zjeść i nie marudzić! - rzuciła sie na Kisama JasKINIA z ością wystrzyżoną na wzór widelca XD
- Tak...? - zwątpił w swoją rację Kisam. - Ja... obiad XD?
- TAAAK! - oznajmiła z wielką ochotą Kinia ostrząc swoją ość o swoje długie paznokcie XD - Dokładnie taaak >D a teraz odpręż się, leż spokojnie, a Kinia zaraz przyrządzi sobie posiłek...
- A ja... też cos dostanę XD? - spytał naiwnie Kisame XD
- ...jeśli jesteś rybo kannibalem XD
I w ten sposób oboje przystąpili do uczty... która okazała sie bardzo niesmaczna ku rozczarowaniu ich obojga XD
- Błeee... coś tu żarł że tak paskudnie smakujesz?! - zaczęła pluć na wszystkie strony Kinia XD
- Błeee... - zawtórował jej Kisame kannibal XD
- Ech, zero pożytku z takiej konserwy! Pewnie przeterminowany jesteś, co? Przyznaj się! - kopnęła go parę razy Kinia aż w końcu jej się znudziło. Usiadła na chwilę i pomyślała, co teraz zrobić. A jako ze nie lubiła zbyt skomplikowanych rozwiązań, a w brzuchu jej wciaż burczało, zakomenderowała:
- IDZIEMY NA POSZUKIWANIA ŻARCIA!!!
- Ja też?
- A co, nie byłeś głodny?! Zresztą od teraz jesteś moim podnóżkiem! Podróbą rybną! PodrybąXD!
I tak oto rozpoczęła się ta niemożebnie długa saga herbaciana (i to rodzinna) XD
W następnym odcinku:
- Itachi pomaga ugotować Kisama >D
- dalsze tajemnice piętrzące się na tle konspiracyjnych motywów Kinii dotyczących jej nagłych odwiedzin u babci Rybusi!
- pierwsza miłość i oświadczyny! XD
- pierwsze dziecko ze związku człowiek-ryba XDDD
- oraz instrukcja jak zrobić ogień za pomocą włosów Kinii i bez użycia Kisamowych skrzeli XD
eldorado-flirtujacych 2006-11-01 23:58:13
skomentuj (6)
---------------------------

- Już osiemnasta!!!- rozległ się krzyk po pomieszczeniu- Pospiesz się, bracie, bo spóźnisz się na swoją „randkę”!- Sakon podszedł do Ukona- Ja się na tym nie znam, ale kobiety chyba nie lubią czekać. Dziwne stworzenia...
- Wypadałoby się ubrać ładnie.- głośno myślał Ukon- Ale jeśli założę garnitur to będę wyglądał jak jakiś „drewniak”... Co ty o tym myślisz, bracie?
- Ja to bym w życiu się dla dziewczyn nie stroił...- mruknął Sakon w odpowiedzi i odszedł, pozostawiając brata sam na sam z problemem. „Założę eleganckie spodnie i białą koszulę.”- pomyślał Ukon- „Obejdzie się bez krawata.”
Szkołę opuścił szybkim krokiem kierując się w stronę domu państwa Yamanaka.
**********
- Już po osiemnastej...- powiedziała Ino poprawiając fryzurę- O.K. Jestem gotowa!
Usiadła na łóżku. Nagle zdała sobie sprawę z wielkiego niebezpieczeństwa, które na nią czyha.
„Aaa! Pan Ukon miał po mnie przyjść! Muszę zejść na dół, bo inaczej mama otworzy drzwi...”
Jakby na złość, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ino natychmiast wstała i zbiegła ze schodów przeskakując 3 stopnie na raz i krzycząc:
- Ja otworzę! Ja otworzę! Ja otworzę!!!
A krzyczała na tyle głośno, że Ukon, który stał po drugiej stronie drzwi usłyszało i od razu pomyślał: „No proszę! Aż tak się pali, żeby mnie zobaczyć XD!”
Pani Yamanaka, która była już przyzwyczajona do krzyków córki, znała najlepszy sposób na ten wrzask. Oczywiście, ignorowanie go... Toteż doszła do drzwi zanim Ino zbiegła na dół.
- Słucham?- zapytała stanowczym tonem mama Ino niespodziewanego gościa- Pan w jakiej sprawie?
- Eee... Zastałem Ino ^^?- odpowiedział zakłopotany Ukon.
Dziewczyna wreszcie dobiegła do drzwi odpychając matkę z całej siły do tyłu.
- To do mnie, mamo!- krzyknęła. Matka wyraźnie chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Ino przekroczyła próg i zatrzasnęła nogą drzwi.
- Cześć! Fajną masz mamę ^^.- przywitał się Ukon.
- Dobry wieczór...- odpowiedziała Ino świadoma, jakiego upokorzenia właśnie doznała dzięki swojej „kochanej” mamusi.
Ukon spojrzał na dziewczynę. Był pod wrażeniem, wyglądała przecudnie! Ubrała się w czarną, krótką sukienkę na ramiączkach. Na nogach miała czarne pończochy, a na stopach czarne, eleganckie buty. Szyję przyozdobiła czarnym naszyjnikiem z zawieszką w kształcie serca, w uszach miała kolczyki do pary z wisiorkiem. Rozpuściła włosy. Efekt był niesamowity! Ukon wpatrywał się chwilę w dziewczynę. Z osłupienia wyrwał się dopiero, gdy uświadomił sobie, że ta „chwila” trwa już nienaturalnie długo...
- Yyy... Ładnie wyglądasz XD!- powiedział
- Bardzo panu dziękuję...- odpowiedziała Ino lekko się rumieniąc.
- Panu?- zdziwił się trener drużyny siatkarskiej- Nie, mów mi Ukon.
- Dobrze, panie... To znaczy, Ukonie ^^.- poprawiła się Ino i pomyślała: „Mam mówić do swojego trenera po imieniu? Gostek jest fajny :)”.
- Mam rezerwację w francuskiej restauracji. Tam omówimy wszystkie szczegóły naszego kontraktu.
Po drodze do restauracji prowadzili gorącą rozmowę, głównie opowiadali o sobie.
„Fajny ten mój trener!”- pomyślała Ino- „To dorosły, ale można z nim rozmawiać jak z moimi rówieśnikami!”
W restauracji wszystko było dokładnie przygotowane. Dostali stolik dwuosobowy z pięknym, czerwonym obrusem i świeczkami. Dostali menu i elegancko ubrany kelner czekał na zamówienia. Oboje zamówili jakąś sałatkę, po czym kelner zapytał:
- Podać coś do picia?
- Poprosimy wino. Tylko to najlepsze!- powiedział Ukon. Kelner ukłonił się i zniknął im z oczu. Po paru minutach zjawił się z zamówieniem.
- Wino?- zdziwiła się Ino.
- Ah, nie martw się, tu dają najlepsze w całej wiosce!
- Nie o to mi chodzi.... Jestem jeszcze niepełnoletnia. Nie mogę spożywać alkoholu!- Ino była zszokowana.
- Nie przejmuj się XD!- Powiedział Ukon nalewając wino do kieliszka Ino- Nie powiem twoim rodzicom ^^.
Dziewczyna przyjrzała się uważnie cieczy. „No dobra...”- pomyślała i wypiła mały łyk napoju. Szybko stwierdziła, że w tej restauracji podają naprawdę dobre jedzenie, a wino to najsmaczniejszy rzecz, jaką Ino kiedykolwiek piła. Z rozkoszą spożywała tutejsze przysmaki, a Ukon zaczął wyjaśniać szczegóły kontraktu:
- Zajęcia odbywają się w szkolnej sali gimnastycznej od poniedziałku do piątku o 17:00. Jeśli pan dyrektor wyrazi zgodę to możemy wyjeżdżać na zawody, bądź organizować je u nas. Zajęcia są bezpłatne. Na treningi przynoś strój i odpowiednie buty. To tyle. Musisz jeszcze tylko podpisać ten papier. Muszę mieć pewność, że wyrażasz zgodę na uczestnictwo w zajęciach.- Ukon podał dziewczynie papier.
- A czy takie rzeczy nie powinni podpisywać rodzice? Oni powinni wyrazić zgodę, że ja to chyba oczywiste...
- Dla mnie to bez różnicy ^^- Ukon uśmiechnął się niewinnie. Ino podpisała kontrakt. Po pewnym czasie oboje skończyli jeść.
- Masz ochotę na spacer?- zaproponował Ukon.
Gdy wyszli z restauracji, było już ciemno. Księżyc w pełni świecił jasno na niebie. Spacerowali w milczeniu. Powoli zbliżali się do parku, w którym znajduje się ukochana ławeczka Ino. Z przyzwyczajenia usiadła na niej, a Ukon poszedł w jej ślady. Dziewczyna podziwiała widok na księżyc z tego miejsca. Ukon przerwał milczenie:
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
To pytanie było tak niespodziewane, że Ino na początku nie wiedziała, co odpowiedzieć. Uspokoiwszy się odpowiedziała:
- Ja chyba w ogóle nie wierzę w miłość...- spojrzeli sobie w oczy- Tak bardzo kocham Sasuke, a on nawet nie zwraca na mnie uwagi!
Tylko dwa słowa mogą w pełni opisać, jak się teraz poczuł Ukon. Załamał się. Szybko jednak się pozbierał i odpowiedział:
- Ino! Nie przejmuj się takim gburem! Jest mnóstwo lepszych facetów na świecie!
- Niby gdzie są faceci lepsi od Sasuke?- zapytała spokojnie.
Ukon poczuł, że musi coś zrobić. Jeżeli tego nie zrobi teraz to będzie żałował przez całe życie. Uśmiechnął się i pocałował dziewczynę w czoło:
- Bliżej niż myślisz...- wyszeptał jej czule do ucha.
Szczęście, że było ciemno, bo na twarzy Ino pojawił się ogromny rumieniec.
- Już późno. Wracaj do domu. To niedaleko stąd, prawda? Tylko przyjdź jutro na trening!- pożegnał się Ukon i odszedł.
Ino siedziała jeszcze przez jakiś czas na ławce. Była w lekkim szoku. Wstała i skierowała się do domu. Pani Yamanaka poważnie się zdziwiła, gdy po długim kazaniu „jeszcze raz wrócisz do domu o tak późnej porze to...” jej córka po prostu przeprosiła... GRZECZNIE przeprosiła i poszła do swojego pokoju.
**********
Cóż... Tego ranka Ino nie obudziła się w najlepszym humorze. Dzień jej się strasznie dłużył, w szkole było strasznie nudno. Już nawet nie miała ochoty wyśmiewać się z Sakury, która przyszłą umalowana do szkoły i całkowicie ubrana na czarno. Po lekcjach wróciła do domu, aby zjeść obiad przed treningiem. Zdążyła jeszcze zrobić połowę zadania domowego z matematyki. Spakowała strój sportowy do torby i wyszła z domu. W czasie drogi do szkoły zastanawiała się nad wydarzeniami poprzedniego dnia. Co Ukon miał na myśli? Dlaczego ją pocałował? O co tu w ogóle chodzi? Przecież to jej trener!
Powoli otworzyła drzwi do sali gimnastycznej. Ukon siedział przy stoliku w rogu pomieszczenia. Gdy drzwi się otworzyły, natychmiast podszedł do Ino.
- Świetnie! Już jesteś!- Ukon wydawał się bardzo szczęśliwy. Zachowywał się, jakby poprzedniego dnia nic nie miało miejsca pomiędzy nimi.
Ino milczała. Po chwili zapytała:
- Gdzie reszta drużyny?
- Reszta... Jaka reszta ^^? Jesteś jedyna XD!
- SŁUCHAM?!
- Zapomniałem Cię wczoraj poprosić, żebyś przyprowadziła koleżanki. Na razie nikt się do mnie nie zgłosił, jesteś jedyna. No cóż... Chyba dzisiaj darujemy sobie ten trening...?
Ino milczała. Oczy miała wbite w podłogę.
- Ino... Jeśli chodzi o wczoraj... Ja... Muszę ci coś powiedzieć!- prawie krzyknął Ukon- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem! Kiedy cię pierwszy raz ujrzałem, wiedziałem, że jesteśmy dla siebie stworzeni! Ino... Ja cię kocham!!!- Jego głos był bardzo poważny.
Ino wciąż milczała. Ukon pomyślał, że chyba nie powinien mówić tyle. „No tak... Nie przyjmie tego od razu do wiadomości...”- szukał sposobu, żeby rozluźnić sytuację.
- Yyy... To może pójdziemy na jakąś kawę ^^?- powiedział.
Ino podniosła wzrok na trenera i po raz pierwszy dzisiaj się uśmiechnęła. Ba, roześmiała się serdecznie.
- Najpierw wyznajesz mim miłość, a potem jak niewiadomo kto wyskakujesz mi z zaproszeniem na kawę! XD! Ciekawy z ciebie człowiek!- zachichotała dziewczyna- Jeśli chodzi o mnie to po długim rozważaniu mogę powiedzieć, że bardzo cię lubię...
Podeszła do niego bliżej, stanęła na palcach i dała mu słodkiego buziaczka w policzek.
- To na razie!- powiedziała i tym razem ona zostawiła go samego z myślami. Wybiegła ze szkoły. Z torby wyciągnęła komórkę i wykręciła numer.
- Sakura? Słuchaj, kochana, co mnie dzisiaj spotkało!- krzyknęła do telefonu Ino i rozpoczę paplaninę o tym, co właśnie przed chwilą się wydarzyło. Ino zupełnie nie wiedziała, dlaczego to właśnie do Sakury zadzwoniła. Przecież się nie znosiły! Jednak dziewczyna w głębi duszy wiedziała, że to właśnie Sakura potrafi być doskonałą przyjaciółką.
- Mam też propozycję!- kontynuowała Ino- Potrzebne nam dziewczyny do drużyny siatkarskiej. Masz ochotę się zapisać? Zrób to dla mnie! Zapytaj też innych! Dzięki, dzięki...- nagle przerwała- Co? Jaka impreza? Mubi...? Ten, z którym zamknęłyśmy się w piwnicy? A wiem, który... On organizuje imprezę? Jasne, że pójdę! Dobra, muszę kończyć! Zdychaj, małpo!- pożegnała się i zakończyła połączenie. Właściwie chciała jeszcze trochę z koleżanką pogadać, ale ujrzała znajomą postać na boisku szkolnym. Półok szedł niedaleko. Ino podbiegła do niego i posłałą mu jeszcze słodszy uśmiech niż wczoraj:
- Cześć, Mubi! Organizujesz imprezę? Ja na pewno przyjdę!- uśmiechnęła się ponownie- Muszę już lecieć. Nie odrobiłam do końca matmy... Zobaczymy się jutro w szkole! Papa!- Tak samo, jak poprzednim razem zostawiła zdziwionego Półoka za sobą.
W domu szybko uwinęła się z zadaniem domowym i pełna radości pogrążyła się w myślach.
eldorado-flirtujacych 2006-10-04 20:21:16
skomentuj (12)
---------------------------
Mubi jak zwykle przybity przechadzał się licznymi uliczkami sławnej wioski Konoha Gakure. Wiele rozmyślał, a w jego głowie rodziły się coraz to straszniejsze myśli. Przez chwile nawet chciał puścić całą tą szkołę z dymem, i rzucić się w „święty ogień” jako największa ofiara, ale po chwili zrezygnował. *Świat gdyby stracił taki umysł jak ja pogrążyłby się w żałobie, a nie mogę tego zrobić, mimo iż ta rzeczywistość, co chwile kopie mnie w dupę i patrzy, jak wysoko dzięki temu lecę.*
Półok ze wzrokiem wbitym w podłogę i rękami w kieszenie nagle coś otrzeźwiło umysł. Nagle ktoś przystanął i powiedział do niego „Cześć”. Mubi przetarł oko, bo nie mógł uwierzyć, ale dziewczyna która sama, bez żadnej groźby czy przymusu odezwała się do niego właśnie znikała za horyzontem. Była to oczywiście Ino.
Los Półokos Mucziaczos zamyślił się na chwilę. W jego głowie urodził się kolejny piekielny plan. Teraz już wiedział, co zrobi! Czym prędzej rzucił się w kierunku chatki którą nazywał domem.
Otworzył drzwi kopniakiem i już chwile potem dostał ochrzan.
-Nie hałasuj tak! To że pozwalam Ci, żebym tu mieszkał nie oznacza, że możesz hałasować i robić, co Ci się podoba – rzucił lider grupy młodzieży – Itachi.
Półok jednak nie zwrócił najmniejszej uwagi na jego gadanie. Rzucił się do swojego pokoju i zamknął drzwi. Popatrzył na swoje „przytulne gniazdko”. *Cholera, książki mogą na niej zrobić złe wrażenie. Trzeba coś wymyślić…*
Mubi czym prędzej zwołał do pomocy swoich dwóch braci i zaczął „kazanie”:
-Posłuchajcie! Przed nami bardzo ciężkie zadanie! Wróg jest już bardzo blisko, ale my się nie damy. Będziemy kurde walczyć. Damy mu popalić, mimo, iż ma przewagę liczebną i jest bardziej doświadczony. Nie daaaamy biiić się w twaaaarz, będziemyyyy walczyyyć jak lwyyy!
Dwaj młodzieńcy nie mogąc znieść śpiewu w końcu się odezwali.
-Ale o co chodzi! I Skąd znasz tę popelinę!?
-Jaką popelinę?! To jest „podobno” słynna pieśń zagrzewająca do boju. Słyszałem ją w radiu, chyba samoocena, albo samoochrona, nie pamiętam już.
-No to powiesz nam o co chodzi czy nie?
-Bracia… chcę tutaj zorganizować… IMPREZĘ!
Chłopcy spojrzeli na starszego brata. Przez chwile wybałuszali na niego oczy, a pochwali trzymając się za brzuchu zaczęli się śmiać trzymając za brzuchy. Mubi jednak nie z takimi sobie już radził, więc od razu przeszedł do … konkretów.
-Skoro nie chcecie mi pomóc po dobroci, to będę musiał siłą…. ITACHI MOŻESZ NA CHWILE PRZYJŚĆ?!
Dwaj bracia Półoka momentalnie wstali i ustawili się w trójszeregu gotowi do rozkazów. Mubi w myślach jednak cały czas się śmiał *Przecieś Itachi nigdy by nie przyszedł na taką błahostkę, ale kij z tym*
-Dobra, ta chata ma błyszczeć kurde! I nie ma żadnego „ale”, do roboty!
Pół dnia zajęło trzem chłopakom (Z Mubim na czele) sprzątanie gniazdka. Jednak efekt był powalający. Wszystko lśniło. Książki zostały zamknięte w pokoju z Itachim, który nadal studiował psychikę własnego brata dzięki książkom. Jego „teren” został zabezpieczony, aby nikt mu nie przeszkodził. W głównym pokoju zostawił dużo miejsca na parkiet, przyniósł wierze z wieeelkimi głośnikami, przygotował jedzenie, a było ono straszliwie zróżnicowane: pierogi po rusku, hiszpańsku, na ostro, na słono, z kapustą, z mięsem, z pieprzem, z solą, po polsku, po karaibsku i „podobno” najlepsze – po rumuńsku.
Oboro i Kagari jednak doradzili mu, aby kupił trochę chipsów i coli, więc tak zrobił. Wszystko było gotowe. Teraz jednak trzeba było o tym zawiadomić ludzi i … wymyślić powód, co okazało się nie takie proste.
Mubi siedział i dumał przez naprawdę długi czas, myśląc nad powodem. Przez ten czas tak się pocił, że w ogóle się odwodnił, i bracia musieli mu dostarczać wodę przez inhalator. Ale w końcu wymyślił: będą to imieniny jego dziadka, ze strony matki, zięcia jego szwagra, od strony brata ciotecznego jego kuzyna ze strony ciotki z ameryki.
Kiedy tylko wymyślił, napisał około tysiąc notek (trochę mu się w nocy chyba nudziło) które wyglądały tak:
Zapraszam wszystkich chętnych
Już niedługo, już za chwile, właśnie teraz zapraszam was serdecznie na przyjęcie imieninowe do waszego Kochanego Mubiego, które odbędzie się właśnie w jego mieszkaniu. Adres: Aleja Żwirka i Muchomorka, mieszkania ¼. Każdy jest mile widziany. Alkohol, tańce, i wszystko, czego dusza zapragnie. Przybywajcie narodzie!
Wasz Mubi
Następnego dnia porozrzucał we wszystkie możliwe kąty w szkole, czekając na reakcje jego „rówieśników”
[b]Jeśli ktoś chce napisać coś wspólnego, albo a pro po zabawy, to wiecie gdzie mnie szukać, najlepiej gg…[/b]
eldorado-flirtujacych 2006-09-29 20:40:58
skomentuj (4)
---------------------------

Tego ranka Ino obudziła się z dobrym humorem. Nie zraziła się nawet, gdy rano wyglądając przez okno ujrzała milion spadających kropli deszczu. Nawet brzydka pogoda nie była w stanie popsuć jej dnia. No, tak... Dzisiaj wieczorem była umówiona z Ukonem. Po spożyciu śniadania, chwyciła swój telefon komórkowy. Nie zważając na koszty opłat za rozmowy (kartę do telefonu Ino kupowała babcia XD) wykręciła numery do wszystkich, których znała, dzieląc się z nimi niesamowitą wiadomością.
- Pan Ukon mnie wybrał na kapitana drużyny siatkarskiej!- podniecała się przez telefon. Szczególnie chwaliła się podczas rozmowy z Sakurą. Gdy już zabrakło jej pieniędzy na dalsze kłótnie z koleżanką, postanowiła wyjść na zewnątrz, aby dalej głosić swoją radosną nowinę. Zaopatrzyła się w płaszcz przeciwdeszczowy i parasolkę. Mimo tego, iż lało jak z cebra, na ulicach było dużo osób. „W końcu dziś jest sobota!”- pomyślała Ino- „Ludzie nawet w deszczu chcą jakoś odreagować od pracy i szkoły...”. Rozejrzała się. Ujrzała dużą grupkę osób i natychmiast ruszyła w tamtą stronę. Niedługo potem połowa wioski wiedziała już, że Ino została kapitanem drużyny siatkarskiej. Ucieszona dziewczyna postanowiła przejść się po sklepach z ubraniami, biżuterią i tego typu rzeczami. „Muszę pokazać się z jak najlepszej strony!”- pomyślała Ino- „Nie mogę przecież wyglądać jak... jakiś wieśniak!”
Wiele godzin straciła na szukaniu odpowiedniego zestawu na spotkanie. Ale nic nie szkodzi... Ukon miał przyjść po nią dopiero wieczorem. W końcu udało się jej znaleźć ładną sukienkę. Była dość droga, ale na szczęście Ino zaoszczędziła trochę pieniędzy. Była szczęśliwsza z minuty na minutę. Każda sekunda zbliżała ją do tak wyczekiwanego spotkania z Ukonem. Nawet pogoda się poprawiła. Już nie padało. Dziewczyna ruszyła drogą w stronę domu. Pozwoliła sobie nawet lekko podskakiwać nucąc jakąś melodię. Nagle ujrzała idącego z przeciwka... Mubiego. Była dzisiaj w tak dobrym humorze, że przystanęła na chwilę i powiedziała radośnie:
- Cześć!!!- posłała Półokowi słodki uśmiech i jakby nie czekając na odpowiedź, ruszyła dalej pozostawiając za sobą zdziwionego chłopaka.
Gdy tylko dotarła do domu, zjadła coś i zajęła się przygotowywaniem siebie na spotkanie z Ukonem.
- Już nie mogę się doczekać!- powiedziała Ino i uśmiechnęła się do swojego lustrzanego odbicia.
eldorado-flirtujacych 2006-09-23 15:40:47
skomentuj (4)
---------------------------


- Cześć... - mruknął Hayate, nieśmiało patrząc na Genmę, który również zerknął na niego powoli.
- Cześć... - mruknął.
W samochodzie panowała nieznośna cisza. Słychać było silnik, piszczenie klocków hamulcowych, gdy Jennifer (możemy już chyba zdradzić imię dowódcy antyhomofobowego squadu?) zwalniała, skrzypienie zardzewiałej karoserii i to wszystko, co słychać byłoby nawet przy najgłośniejszej dyskusji (bo w końcu Nyska to była), ale wtedy przynajmniej nikt by na to nie zwracał uwagi. Teraz wszystkie skrzypy, piski i inne blaszane jęki skutecznie grały na nerwach całej drużyny. I gdy nieomal dość już tej sytuacji mieli, niczym promyk nadziei rozbrzmiał w aucie kaszel. Kaszel donośny, gruźliczy i wzniosły niczym dziesięć pałaców kultury poukładanych jeden na drugim.
Endrju odetchnął z ulgą i mocno poklepał sprawcę rozładowania atmosfery po plecach.
- Ty to masz wyczucie czasu Hayate jednak... - mruknął z uznaniem.
- Przeziębiony jestem! - jęknął Hayat.
Genma w tym momencie wyciągnął bezsłownie chusteczkę w kierunku swojej miłości, patrząc niby w jego kierunku, ale ich oczy się nie spotkały. Hayate przyjął ją dość powolnie.
Iruka, który siedział naprzeciwko nich (stary grat którym jechali był urządzony w środku podobnie do limuzyny, jednak odrobinę bardziej ekstrawagancko i zdecydowanie mniej pojemnie i wygodnie. Na szybach powiewały różowe firanki, siedzenia były w czerwone i żółte kwiatki, podobnie do dywanu który był dla odmiany w żółto-czerwone) zauważył że było to JEGO chusteczka, ale dla dobra wyższej sprawy milczał, robiąc głębokie wdechy w duchu.
Genma wgapiał się dalej w pustą przestrzeń, więc Iruka nie wytrzymując kopnął go w łydkę, przez co francuz wyskoczył do góry obijając się boleśnie o sufit i nie wiedząc co się dzieje dookoła niego. Spojrzał łzawym wzrokiem na Irukę pytającym "dlaczego ;_;?" czego Iruka się nie spodziewał, a że nie był w takim razie na to przygotowany, udawał że nie wie o co chodzi xD
Hayate smarknął głośno, po czym schował chusteczkę do kieszeni, obiecując solennie, że odda po upraniu.
- Endrju, złotko, dojeżdżamy! - zapowiedziała Jennifer melodyjnie, na co szef ZPP nadął się jak paw i oznajmił:
- Nie do pomyślenia jest, żeby nasi homobracia po nocy się teraz tułali, zostaniecie więc zakwaterowani w naszym supertajnym lovehotelu ZPP!
Cały samochód zabrzmiał wiwatami członków antyhomofobosquadu.
- A kto powiedział, że wy tam nocujecie za darmo? - zgasił ich Endrju.
Tu z kolei przebrzmiał krótki jęk zawodu...
To musi być jakieś niesamowicie ekskluzywne miejsce, ten hotel..., pomyślał Hayate, którego Endrju poklepał po kolanie i spytał z urzekającym uśmiechem:
- Z kim życzysz sobie pokój?
Hayate chciał już odpowiedzieć, gdy nagle zamknął usta. Spojrzał w stronę Genmy, który wciąż zachowywał się jakby go tu nie było i patrzył się nieprzytomnie za okno.
- A, głupie pytanie z mojej strony, wybacz, myślenie nigdy nie było moją specjalnością, choć większość twierdzi że to moja zaleta! - zacieszył Endrju i od razu zapisał Genmę i Hayate do wspólnego pokoju.
Hayate ucieszył się na to, ale zaraz znowu odwrócił się w stronę Genmy. Postanowił spróbować nawiązać jeszcze raz konwersację, zbierając na te resztki swojej czakry...
- Genma... o czym myślisz...?
- O Francji. - usłyszał natychmiastową odpowiedź i odruchowo kopnął go tam, gdzie boli najbardziej. A że samochód się zatrzymał wyszedł z niego obrażony, nie czekając na swoją bublowatą połówkę i pokazując mu język.
- Myślałem, że skoro już tu po mnie przyleciałeś, to zależy Ci na mnie bardziej niż na spleśniałym croissancie! - Hayate wskoczył na najbliższy kamień i przybrał pozę rodem z melodramatu. - Jak widać, myliłem się!
Zakaszlał głośno, stracił równowagę i spadł z kamienia na jezdnię; błyskawicznie się jednak otrzepał i ruszył przed siebie.
- Gekkou! - Endrju wychylił się z nyski i rozpaczliwie zagestykulował. - Co czynisz?!
- Idę pieszo! - warknął Hayate na tyle głośno, że zatrzęsły się pobliskie drzwa. Tak na wszelki wypadek, gdyby Genma nie słyszał poprzednich jego słów.
Wtedy wóz zwolnił do szybkosci 5 metrów/h, czyli że każdy rasowy ślimak bez trudu by ich wyprzedził, a wszyscy wewnątrz odwrócili się w kierunku Genmy, który jakby nic rozcierał sobie to i owo.
Wszyscy zgodnym ruchem potaknęli głowami i wykopali na raz kochanka Hayate z samochodu życząc powodzenia.
Genma zaklął (znowu wylądowal w kałuży podczas tej akcji ratunkowej xD), zatknął wykałaczkę tam, gdzie było jej miejsce i zaczął maszerować za Hayate, którego jakimś cudem nie trudno było dogonić, pozostając jednak w odległości paru metrów za nim.
Hayate odwrócił się niesmiało i po stwierdzeniu, że ten jednak za nim podąża, odwrócił szybko głowę i szedł dalej przed siebie, z kazdym krokiem coraz wolniej. I kiedy już był pewien że przynajmniej 20 kroków temu powinni się zrównać, owy szczęsliwy moment wciąż nie nadchodził...
- Nie rozumiem cię zupełnie! - zakrzyknął w końcu starą sprawdzoną metodą, że lepiej by całe miasto usłyszało niż żeby ta jedna najwazniejsza osoba nie dosłyszała.
- No to jest nas dwóch. - zatrzymał się Genma.
Hayate opadły rączki.
- Ale dlaczego...? - spytał skulonym głosikiem. - Ty...Ty niby tu po mnie przyjechałeś...ale odkąd jesteś w ogóle mnie nie zauważasz... - poskarżył się z odległości pięciu metrów. - A ja na Ciebie tak czekałem...
- Ja też... - powiedział Genma, wciskając dłonie w kieszenie kurtki z napisem "ZPP RESCURE TEAM". - Jeszcze wczoraj byłem gotowy przebiec dla ciebie z Konohy do Warszawy...
- A...coś się zmieniło...? - Hayate wysłyszał we własnym głosie nutkę paniki; nie był z tego specjalnie zadowolony.
- Myślę... że moje serce... nie należy tylko do ciebie. - rozbrzmiał głos Genmy w ciszy nocnej.
- COOOOOO?!! - wrzask Hayate przepłoszył okoliczną zwierzynę i teraz przemykały pomiędzy nimi zajączki, sarenki, warchlęta i łosie. - Jak to?! Tak od WCZORAJ?!
- No... na to wychodzi - westchnął Genma, głaszcząc jakąś sarenkę co się przyczepiła do jego nogawki xD
Hayate w milczeniu spuścił głowę i pociągnął głośno nosem.
Genma nadal udawał że go tu nie ma...
- Nie masz mi nic do powiedzenia?! - pisnął Hayate, po czym zachwiał się, gdy pomiędzy nogami śmignął mu królik.
- Ale to nie jest tak, że ja cię nie kocham. Francuzi po prostu już tak mają... kochają zazwyczaj więcej niz jedną osobę. - uśmiechnął się nagle Genma.
- Nie wygląda to tak, jakbyś mnie kochał... - fluchnął Hayate żałośnie. - ...No dobra, gadaj, kto to jest... - machnął z rezygnacją ręką i usiadł na środku pustej jezdni.
- To tajemnica. - powiedział Genma, który siadać nie miał zamiaru. - Ale milo wiedzieć, że to cię obchodzi. I że tak ładnie zareagowałeś...
- Nie żartuj sobie ze mnie przynajmniej! - wydarł się Hayat całkiem się załamując. - I tak czuję się dość ośmieszony... - dodał już ciszej.
- Czemu? Nikt tu nikogo nie ośmiesza. Nigdy nie obiecywaliśmy sobie wiecznej miłości... a ja jestem z tobą szczery, choc nigdy nie okazywałeś mi zaufania... praktycznie od kiedy się poznaliśmy. - Genma przygryzł lekko wykałaczkę.
Hayate zerwał się gwałtownie, w ułamku sekundy pokonał dzielącą ich odległość i wymierzył Genmie siarczysty policzek. Patrzył na niego przez sekundę, po czym wybuchnął głośnym płaczem i, łapiąc Genmę za klapy kamizelki, wtulił w niego twarz, szlochając coraz głośniej. Co miał mu powiedzieć? Że nikogo innego nie chce? Że żałuje że się tyle wahał? Czy może to, że żałuje, że się zakochał w takim skurwysynie...tak czy inaczej nie miał na to chwilowo siły.
W tym momencie podjechał samochód, będący wciąż w miarę blisko nich, zatrąbił na nich i Endrju wychylił się z wyszczerzem:
- No to chyba hepi end? - stwierdził, interpretując tą scenę nagłego wpadnięcia sobie w ramiona zdecydowanie inaczej. Genma już chciał coś powiedzieć, kiedy Hayate odezwal sie pierwszy.
- Nieważne, jedźmy. - miał już dosyć tego wszystkiego, potrzebował odpocząć. Od tego ciągłego myslenia, zatruwania się wersjami "co by było gdyby", od tej nowej wiadomości która go całego wręcz sparaliżowała, od Genmy... Od Genmy zwłaszcza.
- Hayate... - szepnął Genma, upewniajac się czy ten go słucha. - ...znowu uciekasz?
- A co chcesz mi powiedzieć tym razem? Że masz dziewczynę a w drodze trojaczki? - jęknął Hayate ocierając łzy. - Jaką jeszcze "dobrą" wiadomość dla mnie masz? - chlipnął, po czym nagle tupnął girą i ryknął:
- Czego tu stoicie?! Spieprzać mi stąd, ale już! - I takiego zasadził Nysce kopa, że ta na hamulcu przejechała z głośnym piskiem ze 3 metry. Jennifer nie trzeba było dwa razy powtarzać. Dodała gazu i zniknęła za zakrętem...razem z ich transportem.
- No więc slucham, co jeszcze chcesz mi powiedzieć?! - Hayate fuknął.
- To ja słucham. Nie masz mi nic do powiedzenia prócz wściekania się za jeszcze sam nie wiem co? Wciaż nie wiem ile dla ciebie znaczę. - Genma był dość spokojny. Oparł się o barierkę mostu i wpatrywał w Hayate.
- Jak. Ty. Możesz. Prosić. O. Coś. Takiego. Po. Tym. Co. Mi. Powiedziałeś? - wycedził Hayate. - Teraz...boję się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek...
- Może jeszcze nie jest za późno? - powiedział Genma.
- Na co...? - Hayate jakby wcięło, schował szybko ręce w kieszenie, bo zaczęły się trząść.
- Dla nas? - zapytał Genma, wciąż nie spuszczając wzroku.
- Chciałeś powiedzieć "dla naszego dwa plus jeden"... - powiedział Gekkou z goryczą.
- Nie, dla nas dwóch. Dla ciebie i mnie. Wiesz przecież, ze gdybyś powiedział mi co dla ciebie znaczę, to nigdy bym cię nie puścił. Gdybym nie musiał ciągle żyć z tobą w niepewności - Genma spuścił wzrok.
Hayate zaniemówil. Powoli, jakby z niedowierzaniem zmierzył go wzrokiem...wyglądał, jakby mówił całkiem szczerze. Hayate usiłował przypomnieć sobie, kiedy mówił Genmie, co do nigo czuje; było przecież niemożliwe, by to przemilczał!...ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej wierzył w to, że faktycznie może takie słowa nie padły...wiecznie zastanawiając się, czy Genma nie puści go kantem nie było na to jakoś miejsca. Uniósł dłoń do ust, jakby nie mogąc w to wszystko uwierzyć, po czym spojrzał na Genmę, który stał oparty o barierkę z miną zbitego psiaka.
Przełknął ślinę, po czym podszedł bliżej i, z lekkim wahaniem, objął wykałaczkowca w pasie, przytulając się do niego.
- Naprawdę...nigdy tego nie powiedziałem?
- ... - Genma nie odpowiedział, czekał. Wciąż miał nadzieję, że może w końcu to usłyszy... - Zawsze gdy dochodziło do momentu w którym miałeś mi to powiedzieć, to uciekasz.
- Przepraszam... - szepnął Hayat ze szczerym żalem. - Ale ja się boję, że to wszystko okaże się jakimś okrutnym żartem. - Westchnął nerwowo i wyszukał dłonią rękę Genmy, którą mocno przycisnął do swojej klatki piersiowej. Dziwne, mimo tak chłodnej nocy całkiem przestało mu być zimno. Wreszcie odważył się unieść głowę i spojrzeć na wykałaczkowca.
- Ko...kocham Cię, głupolu... - szepnął.
- Hm? - mruknął Genma, który go niedosłyszał.
- Ja Cię ko... - nagle Hayat usłyszał tuż przy lewym uchu mały plask. To przelatujący nad nimi ptaszek postanowił zostawić po sobie ślad.
- Ja Cię kamać zapierd**** Ty cholerna kupo piór! - Wydarł się Hayat z wściekłością. - No żeby w takim momencie! - jęknął czerwieniąc się jak trzynastoletni podlotek i zaczął wycierać kupkę chusteczką Iruki.
Genma wział jego dłoń w swoją, gdy Hayate skończył swój rytuał z klnięciem. Mimo że scena wydawała się dosć zabawna, jego to akurat nie ruszylo w tym momencie. Powiedział Hayate prosto w twarz:
- Byłbyś gotów mi to udowodnić?
- Co?! - Hayate go nie zrozumiał.
- Że mnie kochasz. - Genma cierpliwie wytłumaczył.
- No...a jak miałbym to udowodnić...? - spytał Hayate niepewnie.
- Pokazując mi swoje uczucie w inny sposób prócz zazdrości i zadawania nam obu bólu - powiedzial Genma. - To prawie jak zacząć od nowa...
- Co mam zrobić...? - Hayate wpatrywał się w Genmę jak zaczarowany.
- Nie pytaj mnie... ty chyba wiesz, jak potrafisz okazać swoje uczucie... - Genma lekko się speszył i odsunął nieznacznie.
Hayate westchnął i skoczył na Genmą, oplatając go nogami w pasie.
- Genma, kocham Cię! - pocałował go w szyję, tuląc się do niego całym ciałem.
W szale zmysłów, dopiero po chwili zorientował się, że ta pozycja dość mocno ogranicza mu środki wyrazu, stanął więc z powrotem na ziemi i gorączkowo objął dłońmi twarz wykałaczkowca.
- chcę być tylko z Tobą, rozumiesz? Dlatego...dlatego nie waż się mnie nigdy wiecej zostawić...! - szepnął łamiącym się głosem i pochwycił go w mocnym, pełnym uczucia pocałunku
Gdy przestali się całować, co przyszło z wielkim trudem, Genma się odezwał.
- A policzkować mnie też w końcu przestaniesz? Mła amor?
Hayate już chciał odpowiedzieć twierdząco, gdy nagle coś mu się przypomniało.
- Zaraz...a kim jest ten drugi...? - spytał z przestrachem w oczach.
- Mówiłem, że to tajemnica... nie męcz mnie - wzdrygnał się Genma, szukając nowej wykałaczki. - Musze go zamknąć głęboko w swoim sercu, co bym nam nie przeszkadzał... to moja misja miłosna... - zakrzyknął, robiąc pozę sailorki xD
Hayate nie mógł się nie uśmiechnąć, choć tak naprawdę bolało go, że jest ktoś jeszcze. No cóż, musiał z tym żyć...
Raz jeszcze przytulił się do kochanka, ciasno oplatając go ramionami, po czym westchnął głośno i wziął go za rękę.
- Mam nadzieję, że szybko znajdziemy ten cały hotel... - uśmiechnął się nieśmiało. - Jest jeszcze jeden sposób, na jaki chcę Ci udowodnić...
Genma cały w skowronkach pofrunął na skrzydłach miłości przed siebie, wypytując wszystkich przechodniów i przechodzianki, i choć nikt nie wiedział gdzie ten tajemniczy przybytek gejowskiej miłosci się znajdował, rozmowy trwały zadziwiająco długo. Hayate szybko się domyślił, że Genma znowu flirtuje, choć teraz to zapewne było ze szczęscia, co jednak sprawiło lekki zanik dobrego humoru Hayate, szczególnie jak jednego chłopaczka Genma ośmielił się na jego oczach pocałować w policzek. Co jest, nabija się z niego znowu?!
***
po godzinie i czterdziestupięciu minutach---
- Genma, co ty robisz z tą łopatą na tym polu kartofli...?
- Natrafiłem na ślad hotelu! - powiedział, pokazując swojemu mężczyźnie paskudnie różową ulotkę z zakreślonym w serduszko kartoflem.
- A może...spytamy tam? - Hayate wskazał na majaczący w oddali zabudowania gospodarskie z podejrzanie różową strzechą na stodole.
- No...w zasadzie całkiem niezły pomysł. - kiwnął głową Genma, po czym porwał Hayata za rąsię i biegiem puścił się przez pole.
- Hayate! To faktycznie tu! - ucieszył się, gdy zobaczył kto i zaś mieszka tu. - "Edyta i Endrju"!
- Od kiedy to Endrju mieszka z...babą...? - zdziwił się Gekkou, ale nim zdążył się nad tym głębiej zastanowić, już byli na ganku, a Genma donośnie pukał wykałaczką w szybę.
Okno się otworzyło, wyskoczył najpierw... czarny kot. Który ignorując przybyszów, odbił się od głowy Hayate i zeskoczył na ziemię na wycieczkę po ciemnym polu ziemniaków. Wtedy wychyliła się głowa pełna różowych włosów, zatrzepotały kolczyki z serduszkami i wysunęła się koścista ręka z tatuażem na wierzchu dłoni przedstawiającym przebite serce z napisem "yaoi".
- O, czym mogę służyć? Edyta jestem... - przeniosła wzrok z jednego na drugiego. - A państwo pewnie przyszli zamówić nockę?
Pokonując pierwotny szok, Hayate odkaszlnął i grzecznie wyjaśnił, że są przyjaciółmi Endrju. Słysząc to Edyta zapiszczała i wyskoczyła do nich przez okno.
- Ach mój boże, Genma i Hayate, tak?! Mój syneczek tyle mi o was opowiadał! Nie obawiajcie się, nie jestem jak inne matki, Jędruś ma z mojej strony pełne wsparcie! Słyszalam, biedactwa, że się pogodzić nie możecie!- zaszczebiotała. - Zaraz wam pomogę! - wzięła jednego i drugiego za ręce i pociągnęła ich w głąb domu. - Tu macie wszystko, co pomoże wam się znów pokochać! - oznajmiła triumfalnie odsłaniając przed nimi szafę pełną wibratorów, zestawów do enemy i takich tam.
- Eee... ależ nie trzeba... naprawdę... - zaczął się wykręcać delikatnie Hayate.
- O, ten wygląda calkiem fajnie - usłyszał gdzies przy boku głos Genmy i omal nie zszarzał bardziej.
- Prawda, że fajny? Znalazłam go w Czechach, w jakiejś małej mieścinie... nigdzie indziej takich nie mieli! Ale ja, jako wybitna wibrator riserczer, oczywiście w mgnieniu oka go wypatrzyłam!
- No tak, widać oko znawcy...
- Aaaa... ratunku... - zawył cicho Hayate, skrobiąc do drzwi. W tym momencie drzwi otworzyły się na ościerz i do srodka wkroczył Endrju w masce gazowej, zbroi średniowiecznego rycerza i z odkurzaczem w ręku.
- Ktos wzywał pomocy? - upewnił się.
- Och, synkuuu! - mamusia natychmiast rzuciła się do drzwi. - Jak ty gejowsko wygladasz w tej zbroi! Cudownie!
- Mamuś, znowu straszyłaś swoją kolekcją prawiczków? Mówiłem ci, że tak nie wolno, tylko sie wystraszą i nie daj boże krzywdę sobie tym zrobią... - w tym momencie spojrzał na Hayate i Genmę. - O, jesteście już! Wspaniale, chodźmy do hotelu!
I nie czekając na kolejne zaproszenie, wszyscy razem z mamuśką (która do przyszykowania sie do wyjścia potrzebowała pół godziny i to tylko dlatego, że nie wiedziała pod jakim kaątem dzisiaj ubrać czapkę z daszkiem [z rysunkami patyczaków robiących to we wszystkich możliwych pozycjach, jak zauwazył Hayate]) ruszyli przed siebie, w tym jedynie Hayate z ulgą... która okazała się niestety chwilową.
Do supertajnergo motelu wchodziło się przez właz w kształcie wielkiego kalafiora. W środku panowała niezmącona cisza, co było skutkiem , jak wytłumaczyła Edyta, zastosowaniem supernowoczesnych rozwiązań dźwiękoszczelnych wykradzionych przez nią NASA, na dowód czego pokazała im taśmę z nagraniem słynnych słów Lance'a Armstronga, która niedawno zaginęła. Kiedy pokazany został im ich pokój, Hayate opadła szczena, był bowiem napchany wszelkiej maści gadżetami. Nie żeby miał coś przeciwko, ale na boga...pierwsza wspólna noc po latach?
- Ludzie trochę romantyzmu! - warknął zirytowany, nieświadom, że mówi na głos.
- Ależ ja nadrobię ten romantyzm, o to się nie martw Hayate... - mruknął Genma, znienacka całując Hayate i zatrzaskując drzwi przed resztą ludzi nogą (a zamykając wykałaczką). Odtąd byli już tylko dla siebie...
Hayate został zaniesiony na wygodne, dość twarde łóżko, na które zaraz przewrócił kochanka, z rozkoszą się do niego dobierając.
- Mmm...Genma, wyglądasz tak wspaniale... - zamruczał błyskając oczyma. Z niecierpliwości, trochę za mocno pociągnął za połę koszuli, przez co ta straciła dwa guziki, ale kto by się tym przejmował w takiej chwili? Z radosnym uśmiechem dotknął klatki piersiowej kochanka i obdarzył go głębokim pocałunkiem.
- Zaraz zaraz, nawet jeśli to całkiem przyjemne uczucie... - mruknął Genma, bawiąc sie swoją wykałaczką. - ...to jednak ja powinienem być na górze.
Mówiąc to chwycił zgrabnie Hayate i nim ten się obejrzał już był plecami na kołdrze i w dodatku bez spodni.
- Ciekawe, jak długo to trenowałeś... - miauknął niezadowolony.
- Oj, nie psuj chwili... - powiedział i już miał go pocałować, gdy drzwi się otworzyły i stanął w nich... ktoś bliżej im nieznany (a raczej chwilowo nierozpoznany) w roztegowanych ciuchach, ale w każdym razie intruz w ich schadzce xD
- Pomylił pan pokoje, tu jest moja własność... - powiedział Genma, kiedy nagle...
...przez drzwi wskoczyła przy dźwiekach sailorowej muzyki tajemnicza para na którą składała się:
+jedna pięćdziesięcioparoletnia fangirl w stroju Sailor Star Fighter
+jeden ciotowaty młodzian w zbroi z odkurzaczem w jednej a packą na muchy w drugiej ręce.
- Kto śmie zakłócać spokój pogodzonych homoseksualnych kochanków - Edyta tak się zachłysnęła swoją rolą, że aż skoczyła na intruza wymierzając w niego cios "śmiercionośnej fetishowej szpilki". I już byłoby po nim, gdyby nie Endrju, który z głośnym "E" osłonil go własnym ciałem.
- Syneczku...! - Edyta doszła do siebie. - Ach mój boże, syneczku, dlaczego?
- Własnie... - spytał intruz łamiącym się głosem, podnosząc go i sadzając sobie na kolanach.
- Bo ja... mamusiu, pamiętasz, jak byłem mały i oglądałem telewizję to miałem swoją pierwszą miłość...? - zaczął Endrju.
- Oczywiscie syneczku, wtedy dopiero uznałam cię za mojego prawdziwego syna ;_____;! Początkowo opierałeś się moim naukom!
- No więc... jestem pewien... poczułem to przed chwilą w głębii mojego serca... że to on... że to Mr.Lordi tu własnie siedzi... - zachlipał Endrju. - I choć jestem teraz rozerwany pomiędzy synowską miłoscią do ciebie i zauroczeniem do miłości mojego życia, nie mogę pozwolić ci podziurawić go tymi szpilkami!
- Ach, jakaż niedobra ze mnie matka, rozdzielam mojego kochanego synka z jego pierwszą niewinną miłością! - powiedziała, zamierzając się szpilką na własne życie Edyta.
- Nie, niech pani tego nie robi! - tajemniczy intruz zabrał jej szpilkę i złamał na pół na swoim zębie. - Gdyby nie pani zamach nigdy nie poznałbym pani syna! To musi być przeznaczenie! To pierwszy raz gdy ktoś mnie rozponał po godzinach! Mogę mówić do pani mamo?
- Ach, Mr.Lordi... - uniósł się prawdziwym uwielbieniem jej prawowity syn.
- Ach... - intruz się w tym momencie zawahał... - a jak ci w ogóle na imię...?
- Andrzej, ale mów mi Endrju!
- Cóż za cudowny hepi end! - zalała się łzami Edyta i wybiegła z pokoju obwieszczajac światu dobrą nowinęXD
- Co to było...? - spytał Genma.
- A raczej co to JEST? - poprawił go Hayate, patrząc na dziwną parę wciąż zalegającą im na podłodze i wgapiającą się w siebie. No cóż, świat zapewne widział już dziwniejsze rzeczy. Grunt, że Endrju i jego kumpel Mr.Lordi wydawali się wyglądać na szczęśliwych...
[Ale szczęśliwi czy nie, Hayate i tak ich wypieprzył za drzwi]
di endo xD
eldorado-flirtujacych 2006-09-13 22:29:05
skomentuj (4)
---------------------------

Kiedy Sakurka wstała rano na jej ustach od razu pojawił się uśmiech tak szeroki, że prawie odpadł jej czubek głowyXD Od razu chwyciła za telefon, chcąc napisać swojemu nowemu ukochanemu miłosnego sms-ka :* Jednakże, ku swemu szczęliwemu zdziwieniu, dostała 22 nowe wiadomości. Były od rodziny, kilka od Ino (zapewne z jakimiś pogrószkami), od kilka przyjaciół i znajomych i 5 od jej ukochanego Obitka. Wszystkie były o tym jak się cieszy, że ją poznał, jak ją kocha, jak jest piękna (w dużej mierze były też o Sailor Moon, ale to się wtynie^^). Natychmiast mu odpisała w jednym sms-ku na temat tego wszystkiego co sam jej napisał ;D
- Życie jest piękne! - wydarła się otwierając szeroko okno i szczerząc się jak nienormalna.
- Zamknij się! - usłyszała krzyk któregoś z sąsiadów i obok jej głowy, przeleciała pusta, szklana butelka.
- Chcę spać! - ktoś dodał.
- Przestań wyć! - tym razem koło jej głowy przeleciała doniczka.
Nie przejęła się tym zbytnio i uśmiechnęła się szeroko do swojego pięknego osiedla, gdzie zwłoki padały jak domino XD. Przeciągnęła się przeciągle i ziewnęła ziewając ;D Idąc do łazienki jej wzrok zaszedł mgłą i rozmarzyła się, nie widząc leżącego na ziemi pluszaka... stała się rzecz, którą łatwo przewidzieć... pląsająca Sakurka z zamglonym od marzeń wzrokiem, położyła nogę na pluszaku, a pluszak pojechał po podłodze, dziewczyna skrzywiła się niemiłosiernie, wywijając rękoma i niestety, szybko i brutalnie została przywrócona do rzeczywistości... lądując w wannie i uderzając okiem o kran!! Biedna długo nie mogła się wytoczyć z wanny... kiedy w końcu udalo się jej podnieść do pionu, a sporo czasu minęło... to musiała eksperesem lecieć do szkoły...
Kilka minut później, kiedy jak burza przeleciala przez kuchnię, zabierając jedzenie i równie szybko ubrała się i umyła. Stanęła przed lustrem (była 7.30). Skrzywiła się, jej mina stala się naprawdę straszna... tak straszna, że można było umrzeć ze strachu, tylko na nią patrząc.
Próbowała nałożyć puder, ale siniak nadal był dość widoczny... nie wiedziała co robić... kiedy jej wzrok tafił na czarny cień do powiek i kredkę do oczu. Niewiele myśląc, szybko pomalowała oczy na ciemno, pudrem wyjaśniła sobie cerę, usta pomalowała na ciemnofioletowo, pauzurki na czarno, a sama ubrała się w czarne, mroczne ubrania. Przez chwilkę podziwiała swój efekt w lustrze i nawet jej się spodobał XD
P.S.
niedlugo powinna się pojawić kontynuuacja... ale nie wiem kiedy=// szkoła!! i jeszcze nie mam informatyki!!!!
eldorado-flirtujacych 2006-09-07 15:50:54
skomentuj (20)
---------------------------

Drużyna Ratownicza (inaczej mówiąc: zespół R) przybyła do Polski w składzie: 3 pięknych i pare bestii (Genma, mizuki i Iruka + zespół Lordi XD). - Najpierw idziemy po wsparcie! - zarządził Iruka, kierując sie do kwatery ZPP (pole kapusty, właz przy 69 kapuście od lewej). Przywitał ich Endrju .
- Sa do waszej dyspozycji - powiedział z dumą wskazując na doborowy oddział AntyHomofobów.
- Jest do twojej dyspozycji - westchnął Iruka popychając do przodu Mizukiego.
- Eh?! Zaraz, aniele, co się dzie....? *ŁUP!* - rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.
- Piękny, młody chłopak tak jak obiecał Iruka! - uśmiechnął się Endrju przybliżając się do Mizukiego. - Nareszcie... - bliiiżej - będę mógł... - coraz bliżej XD - z kimś... - ręka na ramieniu - porozmawiać o TYM! - zakończył dramatycznie wybuchając płaczem.
- Zaraz... ej, nie płacz! ...o co ci chodzi? *po pół godzinnej rozmowie*
- Ale on nie zwróci na mnie uwagi! - zachlipał Endrju
- Fakt... nie miałeś w kim sie zakochać tylko w Mr.Lordim? - pokręcił z politowaniem głową robiący za psychologa Mizuki.
- Na ratuneeek! - krzyknął wyżej wspomniany głowem rwącym trzewia, nieświadom, że to o niego szło.
- Na ratunek! - głos jego towarzyszy z zespołu poniósł się potężnym echem po okolicy. Kilka minut później popylali nyską w kierunku Warszawy.
- Endrju, to tu! - pisnęła urocza blond ciota po 40, szef oddziału antyhomofobicznego.
- Zatrzymuj!
- czekaj! - nagle samochód stanął gwałtownie, z głośnym piskiem. - Przepraszam... - zamrugał szef zawstydzony. - zapomniałem z tego wszystkiego zdjąć szpilek i za pierwszym razem nie trafiłem w eee...pedał. - zarumienił się lekko.
- Nieważne, wysiadamy! - zakomenderował Iruka, wyciągając Gemmę z samochodu.
Z daleka doszło ich dziwne chichotanie i śpiew w nieznanym im języku.
- Stamtąd! - krzyknął Endrju. - Paaanowie! - wrzasnął, marnie imitując wojskowe okrzyki. - Za mną! Cala grupa pobiegła po rozklekotanym chodniku a gdy zabiegli za winkiel rozległ się donośny pisk. Najpierw jeden a potem kolejne.
- Yaaaaaay! Girls, it's mister LORDI!
Ziemia się zatrzęsła, a w powietrzu zapachniało alkoholem, gdy w kierunku wokalisty rzuciła się banda składająca sie z jednego króliczka, dwóch wróżek, nieregulaminowo rozdzianej zakonnicy i diablicy.
-AAAAA! - wrzasnął Lordi, rzucając się do ucieczki; po czym z jeszcze większym krzykiem zwalił się na chodnik, gdy nastąpił na własną pelerynę.
- Wy się tym zajmijcie! - polecił zespołowi Endrju, który wprawnym okiem wypatrzył w kącie za podwórkową kapliczką roztrzęsiony, kolorowy kształt.
Nasza dzielna drużyna ratownicza biegła w kierunku niewielkiej plamki, błyszczącej golizną spod krzaczka, w biegu przygotowujac swoją broń, pierwszą pomoc, podgrzewając nastroje bitewne i piwo przy okazji oraz przygotowujac mowy powitalne.
Drużynka z dużym piskiem podeszw (a niektórzy również szpilekXD) zatrzymała się i wykonała następujace czynności:
1) rozwieszenie dużego koca, by dyskretnie przed resztą świata ubrać Hayate
2) zrobienie ogniska z kapliczki (i tak nikt nie bedzie za nią tęsknić XD) na podgrzanie ciepłej herbaty dla Hayate
3) szlifowanie orderu inwalidy wojennego dla wyżej wymienionego
i inne czynności trwajace mniej więcej do pięciu sekund^^
gdy wtem Hayate przemówił...
- A gdzie... *apsik* Genma...? - smarknął, przestraszony i przemarznięty, a obecnie też odznaczony xD
Wtem tłum się rozstąpił ukazując jego wytęsknionym oczom postać z wykałaczką w buzi...
- Hayate... - szepnął Genma i... odwrócił się na piecie i zaczął biec w przeciwnym kierunku wrzeszcząc jego imię XDDD
- eee... GENMA?!?!?! - Hayate omal nie wypluł swojego ducha, przy okazji nabawiając się ataku złości. CO on se kurde wyobraża, teraz go zostawiać, w takiej chwili?!
Wtem usłyszał po prawej znajomy głos...
- Wybacz, zaraz wracam... - i po usłyszeniu krótkiego westchniecia ujrzał już tylko chmurę pyłu i iskierek z ogniska, głosną awanturę gdzieś na końcu sąsiedniej ulicy z użyciem słów po łacinie i po francusku, po czym dostaczona mu została przesyłka w postaci Genmy przyprowadzonego za ucho pod sam nos Gekkou.
- Już. On chciał powiedzieć, że oszalał z radości, że nic ci nie jest.
- Hayate... ;_; ca va? - Genma zaciał się jak stara płyta analogowa z kiepskim francuskim śpiewakiem xD
- Nie, kawy nie dostałem... - Hayate w tej chwili też przestał kontaktować. W tym momencie Iruka popchnał Genmę w ramiona Hayate i wszyscy zaczęli krzyczeć zaciesznie "JESSSSS!"...
Do czasu az nie usłyszeli nacierającego tupotu niezliczonej ilości stóp...
- Co to...? - miauknał Endrju, uniesiony radosną chwiląXD
- To fanki MR.LORDI! W NOGI! - zakomenderował Iruka, nigdy nie tracąc zimnej krwi.
- Iru-chan, ty to jednak jesteś prawdziwy facet... - mruknał na boku Genma, obrywając policzka od Hayate i zaliczając widok rumieńca na twarzy historyka.
- Nie czas teraz na takie rzeczy! - powiedział, nasłuchując niebezpieczeństwa.
- Zawsze tak mówią... - burknął Genma, szukajac nowego wykałaczki.
Hayate złapał łapkę Gemmy i, strzepując z siebie resztki kotylionów, którymi sperwercione angielki ustroiły go na wieczor panieński jednej z nich(do historii pzeszło potem powiedzenie, że co jak co, ale angielskie baby to gorsze od polskich drechów są) i popędził wraz z całą resztą do nyski, która już po chwili ruszyła z kopy...znaczy się z opony. Dopiero po chwili, gdy ucichły nerwowe oddechy zabrzmiało pytanie Iruki:
- A gdzie się podziali chłopcy z Lordi?
Tak naprawdę drużyna sama nie chciała wpaść w łapy napalonych heteryczek, ale głosno mówiło się tylko o męskiej sile, która na pewno Lordiego i kompanię zbawi. Hayate milcząco okrywał się kocykiem, dopiero po chwili spojrzał na Gemmę.
- Cześć... - powiedział z braku pomysłu.
eldorado-flirtujacych 2006-09-07 13:36:58
skomentuj (2)
---------------------------

Iruka z namaszczeniem wyjął z tajnej skrytki notes. RÓŻOWY notes. Lecz to nie kolor, lecz zawartość była tym co wspomniany notes czyniło tak specjalnym. Zaledwie kilkanaście kartek ale każda z nich zawierała informacje dla których niejeden homoseksualista oddał by życie. Numery, adresy, kontakty do najbardziej wpływowych homo na świecie... wszystkie zebrane przez Hayate. Iruka zarzymał wzrok na wybranym numerze - tak, to było to!
+++
- Kwatera główna ZPP, słucham? - odezwał się niewątpliwie gejowski głos w słuchawce.
- Chciałbym porozmawiać z głównodowodzącym ZPP, sprawa wagi różowej! - odpowiedział Umino, używając tajnego kodu dzięki któremu można było uzyskać dostęp do najlepszych źródeł.
- Ah, oczywiście, zaraz przełącze do szefa! A można widzieć co to dokładnie za sprawa?
- Jeden z naszych członków jest w niebezpieczeństwie!
- Członek w niebezpieczeństwie? To straszne!
- ...o osobe mi chodzi. - skorygował Iruka, znający juz tok myślenia ludzi z ZPP XD
- Ah, no tak... to dam szefa... Endrju, hono tu!
- Słucham? W czym problem? - ze słuchawki zabrzmiał znajomy głos.
- Endrju?! To naprawde ty? Nie wiedziałem że mianowali cię szefem ZPP... nieważne, musisz mi pomóc! - Wyjaśnił sytuację.
- W porządku, ale wiesz... nie ma nic za darmo. Musisz mi coś obiecać! *szeptu szeptu* Zgadzasz się?
- Uh... no dobra... ale uratujcie go!
+++
Jeszcze jeden telefon...
- Lordi, czego? - Iruke przywitało miłe warknięcie xD
- ... - Iruka przemyślał swoją zaplanowaną złożoną wypowiedź i troche ją skrócił - Hayate. Nagi. Polska. Brak czakry. Musimy go ratować!
- Hayuś! Moje biedactwo! Wiedziałem ze nie moźna go zostawić samego! - rozhisteryzował sie Lordi jak kogos kto chodzi w makijażu przystało XD
- Macie prywatny samolot? - spytał rezolutnie Iru.
- Nie... czekaj... (*wrzask w tle*: załatw mi samolot, albo....%$@^&**!!!) Już mamy.
- Przylećcie w takim razie do Konohy.
- Dla Hayate wszystko!
+++
I jeszcze jeden:
- Mizuki, bądź u mnie za pół godziny.
- Tak jest, aniele!!! *wziuuum!*
*skrob skrob w drzwi*
- Mizuki, mówiłem za pół godziny a nie teraz! - jęknął Iruka próbując odgonić sie od latających wokół Mizukiego serduszek i kwiatków. Nagle serduszka i kwiatki prysły. Przepłoszyły je chmury gradowe unoszące się nad Genmą który właśnie wstał z łóźka. - Hayaaaateee...
eldorado-flirtujacych 2006-09-06 16:51:11
skomentuj (4)
---------------------------
Od Ange: Rozkazano mi wyedytować pierwsze zdanie. Przepraszam.
Dawno, dawno temu...
Naruto biegł przed siebie.
No, może nie do końca tak dawno temu, ale biegł.
Za siedmioma lasami, za siedmioma jeziorami, w pipidówku zwanym Konohą, biegł ciagnąc za sobą...
No dobra, aż tylu jezior tam nie było, odkąd co roku musiała przejeżdżać tamtędy płatna fontanna objazdowa. W każdym razie ciągnął biednego Gaarę, który chyba nawet nie był wcale taki biedny, bo myślami w swoim świecie mając rozanieloną minę i zupełnie nieobecną co jednoznacznie przesądzało o tym że źle mu być nie mogło.
No a jak było mu źle, bo tak daleko od cywilizacji, lecz to znaczy, że był masochistą, ale to też definiuje się że taki to sobie dobrze robi...
Nagle Naruto zatrzymał się pod jakimś słupem, a że prawa fizyki jeszcze działają, to Gaara wraz z nim. Spojrzał swojemu jeszcze nieoficjalnemu chłopakowi w oczy (nieoficjalnemu, bo pierwsza randka jeszcze się na dobre nie zaczęłaXD):
- Ale co się robi na randce, Gaara?
Gaara jednak wydawał się w ogóle nie kontaktować, odpływając gdzieś daleko i przypływając co jakiś czas z powortem tylko potem, by odpłynąć jeszcze dalej XD
- Jak się nie odezwiesz, to nie będę wiedział, teges! No Gaara, nooo! - zawył Naruto, wciąż trzymajac go za łapkę i patrząc na niego bezradnie, przy okazji próbując odkopać jakieś resztki koncentracji w swojej głowie, zapodziane w epoce kamienia. Co sie robi na randkach...? Toż to pytanie filozoficzne. W gupich filmach zazwyczaj ludzie patrzą razem w gwiazdy (ale to nie pasuje, jest przecież widno), jedzą razem kolacje w ekskluzywnych restauracjach (jeszcze nie pora kolacji, ale w sumie co za różnica, jeść można zawsze... jednak po przekopaniu pustych kieszeni zrezygnował z bólem z tego pomysłu...), całują się...
Naruto spojrzał się na Gaarę, wypatrując czegoś bardzo dokładnie i zbliżając się i oddalajac się od niego... w końcu odwrócił sie tyłem.
Nie, w tym jeszcze nie był za dobry. Zresztą była chyba jakaś zasada trzeciej randki czy coś...? No, pamiętał jak kiedyś Sakura mnóstwo takich gupich seriali oglądała to i on zaczął... xD
No, więc dalej... to były chyba kwiatki...? Czy oni mają tu jakąś łąkę...? ...czy w kiosku jakieś mają?!
- Ale po co mi kwiatki?! - wypalił w końcu na głos, nie mogąc poskładać myśli.
- Spaceeer! - usłyszał szept przy swoim uchu. - Zabierz go na spacer!
- Hm? - Naruto odwrócił się dookoła. - Kim jesteś?
- Eee... no ja... jestem... - głos się trochę speszył. - ...twoją s... nie! twoim... sumieniem! Eee... sercem? Tak, podpowiadam ci co masz zrobić, bo jestem częścią ciebie i chcę twojego dobra!
- A... sumieniem... sercem... fajnie brzmi - zdecydował Narut zaciesznie. - Kimkolwiek jesteś, dzięki! Ej, Gaara, obudź się, jesteśmy na randce przecież!
Naruko westchnęła i zza cienia Naruto schowała się znowu za najbliższy słup. Cieszyła się, że jej brat jest głupszy... znaczy mniej doświadczony od niej w takich sytuacjach...XD A ona, jako dobra siostra musiała mu przecież z dobrego serca pomóc!
-No, to Gaara! To chodźmy na spacer! - wypalił zadowolony ze swojego genialnego pomysłu (XD) Naruto i pociągnął piaskowca za rękę w kierunku dowolnie wybranym. Jako, że czerwonowłosy chłopiec nie stawiał większego oporu, obaj ruszyli i... i szli sobie. O. No bo to się właśnie na spacerach robi, teges. Idzie się. No właśnie. Ale to chyba trochę nudne, tak iść tylko. Prawda?
-Iść, ciągle iść, w stronę słońca... - zanucił niepewnie Naruto, po czym spojrzał na Gaarę z wyrazem najwyższej konsternacji. Chłopiec bez żadnych oporów dawał ciągnąć się w mało istotnym kierunku i w ogóle zdawał się nie kontaktować z rzeczywistością, co wcale Uzumakiemu nie pomagało w kierowaniu go po linii prostej.
-Ej, bo nas jeszcze policja zgarnie! - powiedział Naruto, gdy już za trzecim razem o mało nie wleźli w słupXD - Gaara no! Weźższe oprzytomnij trochę, teges! Jesteś niemożliwy!...
W odpowiedzi Gaara spojrzał tylko na niego rozpromienionym wzrokiem. Czuł się jak w niebie... było mu lekko.... i radośnie... i dzwony dzwoniły i ludzie śpiewali i domy fruwały i Naruto gdzieś zniknął i...
-Naruto? - momentalnie wszystko ucichło, domy opadły na kiejsce a śpiew okazał się być piskiem opon rajdowego rowerzysty na roguXD - Naruto? Gdzie jest-
*CHLAP*
...i dostał wodą w twarzXD
-Chachacha, a masz, teges! - śmiał się do rozpuku Naruto, patrząc, jak zimna woda z pobliskiej niewielkiej fontanny spływała po twarzy Gaary i moczyła mu i tak już wilgotną z onegdaj koszulę - Obudziłeś się już? Ale wyglądasz, jak zmokła kura, chachacha!
-Musi być mu zimno- zawył tuż nad narutowym uchem głos sumienia/serca/żołądka/śledziony *niepotrzebne skreślić* - Otul go swoim męskim ramieniem bo się przeziębi…
-Otulić… Taaa, jasne jaki ja mądry jestem! Noo, Gaara, słońce ty moje, pójdź w me ramiona…
Gaara wtulił się w pachnący produktem zupopodobnym z dodatkiem makaronu syntetycznego, rękaw Naruta i czuł się trochę oszołomiony. Najpierw go ciągają po wiosce, a gdy zbliżał się już do stanu ekstazy wrzucono go do fontanny. I może on się nie zna bo niby skąd, ale trochę ta fontanna monopolowym zalatuje. Albo to ten osobnik, który zbliżał się do nich z prędkością 5 machów na godzinę.
-Panie! Najpierw pan zapłacisz, a potem się wykąpiesz! A jak trochę odpijesz to płacisz gratis… aaa to wyy… -Naruto rozpoznał w obnośnym handlarzu fontannami szkolnego żula, Tazunę - Nie oglądajcie mnie w takim stanie.-jęknął osobnik- Dawno żem już nie pił, niemal trzeźwy jestem to i kiepsko wyglądam… To ubijamy interes? Płacicie i na… powiedzmy piętnaście minut fontanna wasza. Zabawicie się razem czy co wy tam młodzież teraz na schadzkach robicie… Ale uprzedzam - płatne z góry!
-Mfffm - wydusił Gaara, na pół zadławiony bluzą Naruto. Rameniarz przetrząsnął kieszenie.
-My, teges, bez grosza przy duszy… Gaara tak mizernie wyglądał to chciałem go wodą ocucić…
-Na mój gust to dalej wygląda kiepsko. No, ale dalej wynocha mi stąd!
Zza pobliskiego rododendronu Naruko podglądała całą sytuację. Wszystko układało się tak dobrze, Gaara aż zsiniał z rozkoszy a tu włazi ten menel i…. CHWILUNIA! Czy on tknął jej brata i jego konkubenta niedoszłego?! No niedoczekanie jego! Naruko - kupidyn na pół etatu i konoszański posłaniec miłości nie pozwoli na to!
RAMEN& LOVE POWER - MAKE UP!
I w tym momencie porzucając swoje tajemne przebranie posłanniczki miłości (aka czarny płaszcz podglądacza, cóż za dziwny zbieg okolicznościXD) Naruko natarła na Tazunę, podstępnie podstawiając mu od tyłu nogę XD jako że ten był trzeźwy, poleciał do tyłu, ciągnąć ofiarowatą podstawiaczkę za sobą wprost do fontanny.
- Ał, co robisz, dziadu... - miauknęła Naruko, keidy Tazuna próbował wtrącić coś w stylu "to moja kwestia!" ewentualnie "miękko się leży, ale gdzie alkohol", różnicy nie ustalono XD
- Siora! Co robisz dziadu mojej siorze! - zakrzyknął Narut, skacząc w miejscu, właśnie obudził się w nim braterski instynkt, czego nie można powiedzieć o Gaarze, który był zmuszony do wspólnego skakania. Na jego skroni doszła kolejna zirytywana żyła.
- Naruto, braciszku ;___;! Mój hiroł! - zaświergotało mokre dziewczę, próbując podciągnąć się na Narucie by wyjść z fontanny, która za każdym razem odrobinę odjeżdżała (jako że poruszała się na kółkachXD) powodując kolejny upadek Naruko. Naruto omal nie podążył w ślad za nią, gdyby nie Gaara, który zahaczył się o pobliski słup xD
- Braciszku, jednak mnie kochasz... ;_; - Naruko skończyła w ramionach brata, a on ją przytulił, szepcząc jej imię. Po tej romantycznej scenie pojednania trwającej aż całą sekundę i aż 4 dodatkowe pulsujące zirytowane żyłki u Gaary, w końcu się rozdzielili na i tak niestosowną odległość i dziewczę przemówiło po raz kolejny, aż kwiaty się sypały.
- Mokra jestem! Potrzebuję nowego ciucha! Braciszku, chodź, pomóż mi wybrać! - i zaciągnła obu randkujących chłopców za sobą, ignorując Tazunę jadącego za nimi w fontannie, który sterując swoim odchyleniem dryfował miedzy uliczkami.
- Podoba mi się taki środek transportu... - pokiwał z uznaniem. - Szkoda tylko, że to woda...
***
- Braciszku, a czy ta jest dobra? czy ta lepsza? Pomóż mi, nie wiem którą wybrać! - świergotała Naruko, pokazując lolitkową różową sukieneczkę z niezliczoną ilością kokardek i żółtą bluzkę w czerwone serduszka wykrochmaloną jak z czasów muru berlińskiego. Była taka szczęśliwa, jej pierwsze wyjście na zakupy z własnym bratem!
- Yyy... - Naruto za długo nie myślał w babskich kategoriach, o ile myślał w ogóle, bo kiedyś rozważałby wygląd Sakury w każdej z nich, a że teraz jego obiektem uczuć był Gaara, jakoś nie szło mu tak łatwo zdecydować... obie opcje były dla niego zbyt kuszące wiec zaczął się niezdrowo śmiać i rumienić na zmianę, gdyż na więcej niż myśl stać go nie było, za ograniczoną miał wyboraźnię na powstanie obrazu xD
- Braciszek się dziwnie zachowuje... Gaara, a ty jak myślisz?! - rozpromieniło się dziewczę w stronę piaskowca, który wtedy zaczął mykać wzrokiem od jednej do drugiej sukienki.
- Ta. - wskazał różową. Naruko zaraz pokazała mu inny zestaw i jeszcze inny i jeszcze, a Gaara równie szybko odpowiadał...
- Gaara, jesteś lepszy od mojego braciszka w doradzaniu! - zapiszczało dziewczę, podczas gdy Narut zastanawiał się jak ten to robił.
Nikt nie wpadł na to, że Gaara z zamkniętymi oczami celuje na oślep XD
Chwilę potem, wskazując za rachunek odpowiedzialnego Tazunę jezdżącego sobie spokojnie w tą i we w tą po całej konosze na fontannie, udali się do KEJEFSI.
Nim sie obejrzeli, blondwłose płci żeńskiej zamówiło im zestawy Happy Meal (choć obsługa KFC upierała się jakoby przy tym, że to nie u nich taka usługa...XD) i usiedli na tarasie przy stoliku z parasolem. Podczas gdy dziewczę zacieszało, zauważyło nieszczególnie uszczęśliwione miny u dochodzącej pary.
- Ojej... czyzbym popsuła wam randkę?! - olśniło dziewczynę. W tym momencie żyłki u Gaary się przegrzały i wstał z impetem robiąc "grrr" i... zastygł tak w tej pozie widząc łzy Naurko.
- Nie chciałam! Ojej, co teraz zrobię?! Na pewno się nudzicie ze mną! Jestem niedobrą siostrą! Przeszkadzam wam?
- Eee... nie no... - speszył się Narut, bo w połowie się zgubił.
- Nie...? Ojej, jakiś ty kochany! - rozweseliła się natychmiast
-E... aha... - odparł Naruto, wpatrując się z niezręcznym rumieńcem w swoją wesołą jak skowronek o poranku siostrę. Nie, żeby miał coś przeciwko niej, ale jakoś nie mógł sobie przypomnieć, kiedy to znowu randki odbywały się ... we trójkę. We dwójkę tak, we czwórkę - no oczywiście, ale... we trójkę? - Em... teges...
-Grr - odezwało się zupełnie cichutko gdzieś z prawej strony Naruto - Uzumaki spojrzał ze zdziwieniem w kierunku Gaary, który przybrał kolor dojrzałego dynamitu i wyglądał, jakby nie mógł się zdecydować, czy wybuchnąć, czy nie.
-A tobie co? - odparł czule i z pełnym zrozumieniem.
-... - odrzekł Gaara, ze spokojem zgniatając palce na krawędzi stołu.
-Pewnie jest głodny - dodała mimochodem Naruko, udając, że jest zainteresowana czytaniem menu, chociaż fakt, że znajdowały się na niej trzy pozycje nie pomagał jej za bardzo. Naruto, słysząc znów swój wewnętrzny głos z wnętrz zakamarków swej cielesności stwierdził, iż to całkiem dobra porada i postanowił zrobić to, co uznał za stosowne.
Czyli, nakarmić Gaarę.
W końcu to się robi na randkach, prawda? Albo przynajmniej na tych wszystkich gupich filmach, gdzie, między jednym ratowaniem świata a drugim, ludzie chodzili do drogich restauracji.
I może lody nie wyglądały jak małże, ale konsystencja była całkiem podobna (szkoda, że to nie ramen - pomyślał zawiedziony Naruto, stwierdzając, że z utrzymaniem klusek na pałeczkach miał mniej problemów niż z lodem na łyżeczceXD), więc...
-Ej, Gaara, KO-CHA-NIE! - zawołał wesoło Naruto, biorąc przykład z takiego jednego filmu, który Sakurka ostatnio wciąż męczyła razem z Obito - Powiedz "aaa!"
Gaara tymczasem, powalony inteligencją przemowy Naruto, zastygł w pozie 'siadam na krześle, zaraz wracam' i jego refleks nie załapał do końca związku z lecącą ku twarzy łyżką i faktem, iż Naruko śmieje się histerycznie i...
...odchylił głowę.
*CHLAP* - powiedziała łyżeczkaXD
-Eeej, to nie tak miało być! - zajęczał Naruto. Naruko niczym zahipnotyzowana patrzyła jak już drugi płyn spływa sobie swobodnie po twarzy i koszulce Gaary, podczas gdy Gaara...
...no cóż, jego ekspresja, może daleka jeszcze od chęci mordu, nie przypominała raczej twarzy osoby szczęśliwej. Ciekawe dlaczego? Naruto zupełnie nie mógł tego pojąćXD
W końcu Gaara postanowił wybrać trzecią opcję od wybuch lub nie wybuch czyli...
- Karmienie mnie ohydztwami juz było... - grrrrnął. - Teraz porobimy coś, co ja chcę.
Co spotkało się ze zdziwionymi (a raczej skamieniałymi z szoku, że Gaara przemówił i nie było to "zabiję" xD) pyszczkami obu liśców. Wtedy rzucił im obu spojrzenie sugerujące bliską śmierć co zademontrował na niewinnej łyzeczce ufufionej już teraz w piachu i zabrał ich, ciągle powtarzając pod nosem i rzucając im razem z wyładowaniami elektrycznymi, że zadnych sprzeciwów, ustawiając ich przed osiedlową... piaskownicą.
Czyli Gaara przejął inicjatywę.
eldorado-flirtujacych 2006-09-05 01:11:05
skomentuj (1)
---------------------------