eldorado-flirtujacych blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2005

tsunami001.JPGsasuke003.jpgnaruto18.jpgsasori001.jpgdeidara02.JPG Po wielu przejściach i urazach psychicznych spowodowanych wielką niechęcią i odrazą ze strony Jonisława, Tsunami postanowiła na pewien czas zaprzestać wykorzystywania jego karty kredytowej i zarabiać jako… no właśni, jako kto?
Jedyne czego ta silna (jak dotąd) kobieta była zdolna to rozkazywanie, krytykowanie, mieszanie z błotem al też popadanie w histerię gdy odkrywano jej prawdziwą kobiecą naturę.
Dlatego też była niezwykle uradowana, gdy jak grom z jasnego nieba trzasnęła o nią oferta pracy w kuratorium, I to dosłownie.
Szła sobie ulicą gdy tu trach! Walnęła o słup gdzie było wywieszone ogłoszenie: „Szukamy wrażliwych osób o cechach dobrego przywódcy i zdolnościahc pracy w grupie. Dzwoń! 666-999-69.”
To coś dla niej!
I nie zważając już na nic poleciała na rozmowę kwalifikacyjną i dostała tą robotę! Kuratorium, mieszanie z błotem grona pedagogicznego. Tak! Na początek na celownik wzięła znaną wszystkim szkołę Ninja…
Podjechała swoim super duper wozem zakupionym za pieniądze podatników, i zmieniona, piękna wciąż Tsunami weszła do bram jej ofiary by skierować się ku pierwszym klasom.
Już przy wejściu nadziała się na obrażonego na cały świat Sasuke, który był co najmniej zniesmaczony napisem, który rekiniec i jego własny prywatny starszy brat wywiesili na szkolnym murze.
– Wrócą siać terror, phi… – mamrotał do siebie pod nosem, zupełnie nie zwracając uwagi na mijającą go kobietę sukcesu, dalej zwaną matuszką kuratorium XD.
– Ty, młody – zaczepiła go wyżej wspomniana matuszka – gdzie tu jest sekretariat, gabinet dyrektora albo i coś w tym stylu? – spytała, odrzucając włosy do tyłu w geście wręcz wyjętym z reklamy Herbal Essences tudzież innego Efektu Axe.
– Drugie piętro, trzecie drzwi na prawo, gabinet nauczycielski – wymamrotał Sasuke tonem gadającego ekspresu do kawy.
-Wcale nie, bo piwnica, schodami do dołu – wymamrotał Naruto, wparując się roziskrzonymi oczami w błyskotliwy napis Uzumaki – Jeeej, święta! Ja jeszcze nigdy nie przeżwałem prawdziwej gwiazdki teges! I Sylwester! Będzie dużo jedzenia i tańczenia, tamtamtam…
…to powiedziawszy, chwycił Sasuke za kołnierz i przetańcował z nim, mimo jawnego oporu, dwaddzieścia metrów składanką walca i mamby afrykańskiejXD Na tym się skończyło, ponieważ Sasuke zdeklarował wyraźny brak ochoty do tańca i wyrwał się z objęć radosnego tanu. Naruto zaczął jęczeć:
-Dzadzkeee, ty bucuu… – zaczął, lecz po chwili urwał patrząc na rozwianowłosą pięknóść z reklamy Shed and Howlers – Ooo… to pani…
Nastąpiła cisza podczas której Naruto intensywnie się zsatanwiałXD
-Już wiem! To pani jest tą która to napisała! Pani chce nam zrobić święta? Hurra, kocham panią, proszę pani! – i to powiedziawszy, rzucił się w ramiona owej ‚pani, wywalając się razem z nią na świeżo ubity śnieżek – A tak przy okazji,…. to my się znamy, teges?
Deidara otworzył jedno oczko, drugie… I poczuł, że mu zimno jakoś i ciężko. Zamachał łapkami, choć z niemałym trudem, bo wszędzie wokół niego było coś białego. Wreszcie dostrzegł coś czarnego i bez zastanowienia za to złapał. Efekt był natychmiastowy:
- Kto szarpie moje boskie (niczym klapki HokagaXD) włosy, un!? -Coś, co leżało na Deidarze się poruszyło, i wyciągnowszy ze śniegu zaczęło na niego wrzeszczeć. „Czyżbym zasnął i mnie zasypało?” – zastanowił się zdezorientowany Deidei.
-Ta szkoła jest pełna zboczeńców! – wrzasnęła Tsunami odpychając od siebie Naruta i próbując wstać – Najpierw napadają a potem ciągną za włosy! Ja się wami zajmę! Świąt nie będzie! Zamkną ta wasz szkołe i tyle będzie! O! – I wymownym gestem pokazała figę z makiem!
Wszyscy skierowali na nią zdziwiony wzrok.
- Eeee…? – zapytał Sasuke.
- Eeeee….e! – sprostował Naruto.
- Eeee…eee…e? – dopytał Deidei.
- Palanty z was?! – Krzyknęła Tsunami. – Wasz poziom intelektualny jst aż tak niski?
- To z Sylewstra nici? – Spytał Naruto robiąc mion zbitego psa.
- Nie! Znaczy, ja będę miała o ile znajdę frajera, który zabierz mnie na bal Polsatu… ale wy nie będziecie mieć! O!
Zapadła cisza…
- A teraz wybaczcie, musz znaleść jakąs istotę godną rozmowy ze mną… – I Tsunami udała się do pokoju nauczycielskiego nie zdając sobie sprawy że tamto miejsce jest jeszcze niżej intelektualnie położone….
W drodze minęła pewne rudowłose stworzenie, wyraźnie niezadowolone ze swojego położenia. Otóż tym rudowłosym był Sasori, aktualnie po kłótni z Anko, która uparcie twierdziła że nie podwyższy mu oceny ze sztuki na semestr.
– Ta kobieta się zupełnie nie zna na sztuce… – mruczał pod nosem.
***
– Kogo nazywasz bucem, młotku? – Sasuke usiłował się kłócić z Naruto, chwilowo zdołowanym wiadomością o braku świąt. Ale lisiasty wyraźnie nie zwracał na niego uwagi, bo aktualnie zalewał się łzami. – A zresztą… zimno mi, wracam do budynku. Z daleka dobiegło go jeszcze narzekanie Naruta:
– Buee…a jak szkołę zamkną, to co teges będzie? Może ja się już nigdy z Gaarą nie pogodzę…?
Naruto siąknął nosem raz i drugi, po czym spojrzał zapłakanym wzrokiem na polegującego na ziemi Deidarę – A ty co się gapisz – burknął nieprzyjaźnie, po czym rozejrzał się po opustoszałym placu i smarknąl se donośnie raz jeszcze – Sasuke, tchórzu, i gdzieżeś poszedł? Jak sami sobie gwiazdki nie zrobimy to nie będziemy mieć, teges! Ueee, Gaara… – zaczął mazać się znowu Naruto.
Deidara spojrzał na szlochającego Naruto i zrobiło mu siem go nawet żal… Jednak członek Akatsuki nie może pomagać innym, on musi czynić zło! Z tą myślą Deidei podszedł do rameniarza i dał mu ptaszka z plasteliny.
– Masz. Na pocieszenie.
Blondyn przyjrzał się uważnie stworzonku.
– A na co mi to teges? – spytał.
– No… może robić za fajerwerki. – odparł Akatsuk. W tym momencie ptaszek wybuchnął z donośnym hukiem.
I jak na jeden akord, z budynku szkolnego wyczłapał się Sasori.
– Co jest, naloty bombowe? – burknął, spoglądając na dwoje blondynów. – A nie, to tylko ty, Deidara.
Marionetkarz podszedł bliżej, patrząc na osmalonego liśca i szczątki ptaszka.
– Deidara, słodziutki – wepchnął długowłosemu swoją kartę ocen – wysadź to, co…?
*BUUUMMM*
…odezwał się Naruto, lokując wybuchową karteczkę z napisem ‚Wesołych Świąt’ na nosie Deidary. Nie uszkodził mu tym wprawdzie nieskazitelnej cery, lecz przybrała ona barwę zaiste wściekle różową w zielone groszki, wyjątkowo niezdarnie wytapirowane, po czym można było poznać rękę Kisama. Sasori umilkł wymownie.
-OŻŻŻ WYYY!!! – zapiał Naruto rozmazując sobie sadzę na twarzy i ciskając zewsząd rozzłoszczoną niebieskawoczerwonawą czakrą – JUŻ JA WAM POKAŻEEEEGHRRR!!! JAK JA TERAZ WYGLĄDAM, NIE BĘDĘ MÓGŁ POKAZAĆ SIĘ NA OCZY GAARZE OŻŻŻ!!!…
…i to powiedziawszy, a raczej to ryknąwszy, Naruto rzucił się na Sasoriego, pozbawiając go tym samym cenzurki od Anko-sensei, po czym pobiegł do0 megafonu i zaczął się drzeć:
-UCZEŃ SASORI, KLASA XYZ, DOSTAJE DOŁUJĄCY ZE SZTUKI, PONIEWAŻ JA, ANKO, UWAŻAM, ŻE JEGO SPOSÓB KREOWANIA RZYMSKIEJ SZTUKI KLASYCZNEJ NIJAK NIE TRZYMA SIĘ ORYGINAŁU I SZTUKĄ BYĆ NAZWANY NIE MOŻE…
Lalkarz tylko zacisnął zęby ze złości, w duchu przeprowadzając skomplikowane tortury na lisiastym. A fizycznie odwrócił się i poszedł do domu.

or.jpg- Wracaaaaj- piskliwym głosem krzyknął Oro i popełznął za Małą Czarną
Biegł z Celem Swojego Życia, aż zobaczył starszego Uchiche, i z piskiem hamulców (języka) się zatrzymał w osatniej chwili.
I wtedy to się stało…
Opary Kofeinowe oddzielajace Physicos Vrednos od le Szef Tej Bandy parowały (ze stresu) mocno i wysoko zamętniajac Orusiowi widok (i umysł). Jęzorek zmrużył na chwile oczy, a gdy je otworzył.. Widok był… Ta twra.. te rysy.. to ciało.. ten charakter… ten aromat kawyyy…
- Kurde, zaraz, cojes…- Oro potrząsał energicznie głową, co nie zmieniło faktu że nadal widział zjawiskowe piękno przed sobą.
Itacz popatrzył na niego kaem oka, nie żeby się przejmował..
- Bu!
*rumieniec*- Oro biegł ile sił w dymiacych gaciach. Schował się gdzieś głęboko w swojej sali.
- Nie! Nieeee! Tylko nie to. Spadaj Ita z mojej głowy, co ty tu w ogóle robisz!! Aaaargh! Tylko nie on! Każdy tylko nie ooon!!- Oro miał ochote się popłakać.
- Khem. khem! Wszystko tutaj wporządku? Słyszałem jakieś dziwne wrzaski.- pytał się woźny.
W odpowiedzi oberwał kasetą z 27980 odcinkiem Mody na sukces.
- Dobra, dobra, już sobie ide…
- Chlip… i co ja biedny teraz pocznę… Zaraz- w myślach Oro zaświtała jedna myśl
- Itakocha swojego młodszego braciszka przecież… *złośliwy uśmiech*- gdyby tak dostać jego ciało.. muszę go tu tylko zwabić! A wtedy Ita bedzie mój!! Bo tak.. *chlip* to nawet nie moge wystawić języka bliżej niż na 10 metrów. *płacz*

mizuki012.jpg Kawa. Straszny zapach kawy, który przywrócił Mizukiego do życia, a przynajmniej do stanu, w którym nie latały mu jego Aniołki nad łebkiem. Zamknięty w składziku na kawę, o dziwo! ułożony na jakiejś wolnej półce Mizuk de Kotwica zdał sobie sprawę, że jest w pomieszczeniu zamkniętym. Doprowadziła go do tego jego filozofia, jako że Sokrates wypił cykutę! (nie widzę związku, ale to nieważne xD Po prostu jest zamknięty i już xD)
- Gdzie Iruka? – Mizuki wstał i podszedł do drzwi. O dziwo nie ustąpiły pod naporem jego ramienia. Nie oparły się jednak mocnemu kopniakowi. Tak oto szlachetny nauczyciel filozofii wypadł na korytarz. Jego oczom ukazała się udekorowana w choinki itp ściana.
- To już święta?! – przeraził się Mizuki. Przecież to ostatnia okazja!! Każdy zakochany to wie! Mizuk szybko wybiegł ze szkoły przez okno xD i wpadł do lasu, przewracając kilka choinek.
- Jemioła, gdzie jest jemioła?! – szukał na każdym drzewie, nie zważając na mróz, renifery i inne tałajstwo szlajające się po lesie. Mała gałązka jemioły była teraz potrzebna! Mizuk nucił pod nosem, by swię rozgrzać swoją filozoficzno-świąteczną piosenkę…

Jemioła, jemioła,
Pod nią znajdziesz swojego anioła,
Choć choinka jeszcze goła,
Ucałuj swojego Anioła…

P.S. Życzę wszystkim ciepłych, miłych, eldoradowo-narutowych świąt!!

mala-czarna001.JPGitachi018.jpg Mał Czarna de ziom zerknęła na bladego Jęssssorka, dyszącego wyraźną chęcia zrobienia jej czegoś, co jej się nie spodoba, zerknęła na gotowego jej bronić dziadygę, któremu zresztą towarzyszyła tylko przez przypadek, bo i tak nie zamierzała dać się wypić (widzicie jakie ona ma niebezpieczne życie? a jakie traumatyczne! Wszyscy chcą ją wypić!) i z parującym ‚sss’ zeskoczyła z łapy dziadygi i pohoptała (Mała Czarna nie biega tylko hoptaXD) w stronę zdawało jej się bezpieczną. To jest przed szkołę. A tam… O mało nie zabulgotała z szoku! Lider Akatsuki i postrach całej szkoły! Mała Czarna przemyślała sprawę. Itachiego boi się fizyk->fizykiem jest Oro->Oro chce ją wypić->musi trzymać się Itachiego!X3 Podhoptała blizej i zerknęła w górę. Ita wraz ze swoim nieodłącznym planktonem za pomocą ubierz_świątecznie_ściąnę_szkoły_no jutsu przyczepiali choinę, kokardy czerwone, bombi, lapmi i gwiazdkopentagramy (in a galaxy far far away Subarek i Sei kichnęli głośnoXD), tym samym ubietrając szkołę na świętaXD. Znaczy-Ita stał i dyrygował a rybec produkował się i ozdabiałXD. Mała Czarna z zapartą parą (bo dech dziwnie brzmi w odniesieniu do kawyXD) dostrzegła, ze literki z oświetlenia ułożyły się w napis: AKATSUKI ŻYCZY WSZYSKIM WESOŁYCH ŚWIĄT I DOBREGO WYKORZYSTANIA TEJ OKAZJI BO W STYCZNIU POWRACA BY SIAĆ TERROR X3. Ita zwęził oczy i przyjrzał się swemu dziełu (nop planktona dzieło to być nie mogłoXD mimo, ze Ita palcem nie tknął robotyXD). Uśmiechnął się pod kołnierzem płaszcza.
-PerfectoX3

tazuna001.jpghokage003.jpg
Wszyscy wiedzieli, że ten dzień musi nadejść… Był on od dawna przpowiadany przez setki proroków, dziesiątki wróżek telewizyjnych, jak i jeden prezenter od pogody… Wszystko, co wydażyło się w przeszłości dążyło właśnie do tego… I oto godzina X nastała. Przez szczelinę międzywymiarową przybył on, otoczony czterama jeźdzcami apokalipsy… Tazuna, The Grejtest Żul świata. Chociaż nie przez szczelinę tylko z izby wytrzeźwień. I nie z żadnymi jeźdzcami tylko z czterama przedstawicielami Konoszańskiej policji.
Otóż tak długa nieobecność naszego żula spowodowana była tym, iż został on „zwinięty” przez miejscowych policjantów i wsadzony do najdroższego w Konosze hotelu(co ma tu usprawiedliwienie, gdyż w tej wsi jest to też najlepszy hotel, całe pół gwiazdki!!), zwanego Izbą Wytrzeźwień. Tam, zapomniany przez tzw Niebieskich przesedział naprawdę dłuuuugo… I cały ten czas był bez alkoholu!! Nie można się więć teraz dziwić, że był bardziej rozszalały niż sam Kyuubi!!
Teraz wyskoczył z radiowozu(w gruncie rzeczy to była taka przyczepka, przytwierdzona do rowera, ale Uchihowe służby policyjne kazały wszystkim mieszkańcom nazywać to radiowozami), klnąc przy tym jak rasowy szewc, i skierował swoje wspaniałe, lecz tym razem, ku jego przerażeniu, nie rozchwiane kroki w stronę budynku Shinobi Gauken. Rok szkolny już trwa, a on tu miał chyba czegoś nauczać… Ale w gruncie rzeczy nie to było teraz ważne… Gdyż teraz najważniejszy był alkohol. SZedła więc tak sobie korytarzami naszej przpięknej szkoły, szukając jakieś alkoholu… Tylko tak jakoś tu cholernie pustawo, przecież na tej wycieczce szkolnej i na wyspach widział znacznie więcej ludzi… Cóz, pewnie wagarują, stwierdził.
I nagle dreszcz przeszedła po jego karku, powodując potężne drgawki. Wynikiem drgawek było rytmiczne uderzanie głową o framugę drzwi, prze które przechodził. Co wzbudziło takie drgawki u tego dzielnego i wspaniałego (ta… ta..,) Żula? Otóż usłyszał dźwięk!! I to nie zwykły dziwęk, a zwłowieszczy dźwięk!! A brzmiało on jak…
Klap, klap, klap… Trzeci klapał sobie swoimi boskimi klapkami po swojej prywatne pażalni kawy… Znaczy po szkole. A chwilowo był w kawowym niebie, prowadząc swoją ukochaną Małą Czarną po należącym do niego przybytku wiedzy. W końcu patrzecie, czego moiże się dorobić przeciętny kawoholik z Konohy!! A co!! I klapał sobie tak, rozmyślając jak teraz jest mu dobrze z jego Małą Czarną i jak będzie dobrze w przyszłości. Jednak od tych jakże ważnych dla dyrektora szkoły spraw wyrwał go odgłos walenia po drewnie. Co to może być do cholery, pomyślał, przecież nie wzywałem żadnej ekipy remontowej(szkoda pieniędzy, kawa ważniejsza).
-Może to dzieciaki postanowił zająć się szkołą i…-zaczął, ale urwał widząć wzrok Małej Czarnej(to ona ma wzrok???)-Racja, cuda się nie zdarzają… A więc to pewnie Akatsuki, coraz więcej się ich pałęta po szkole… A więc nie ma wyboru, Wielki Hokage III musi wskroczyć do akcji i ratować swoją szkołę!!-wykrzyknął, będąc wciąż pod narkotycznym działaniem Małej Czarnej( a co, myśleliście, że III na zdrowym umyśle przeciwstawi się AKatsuki??) i ruszył w stronę tego dźwięku. Podróż nie była zbyt długa, gdyż dźwięk powstawał tuż za rogiem. I dopiero teraz de Fyrd był wstanie sprecyzować co to za dźwięk. Był to dźwięk walenia głową Tazuny po framudze.
-Co ty robisz Tazuna?-zapytał z lekkim zaciekawieniem.
Nasz Żul słyszać ten głos uspokoił się i odwrócił, spoglądając na trzeciego ze strachem. Ostatnie spotkanie z dyrektorem skończyło się w końcu na kursie jazdy twarzą po posadzce przez całą szkołę i tereny przyległe…
-Witam pana dyrektora…-zaczął powoli, upewniając się, że Hokag nie jest na głodzie kawowym.
-Co się tak plątasz po szkole, nie masz jakiś lekcji?-zapytał Trzeci- I nie przeszkadzaj mi, ja tu mam bardzo ważne sprawy do załatwienia, wieć nie życzę sobie żadnych zakłóceń-rzekł i zaczął się oddalać.
-Stój!!-krzyknął Tazuna, przełamując własny strach-Panie dyrektorze, mam do pana py..??
Nie dokończył, gdyż na korytarz wpadł rozwścieczony Orochimaru, dziwnie dymiący się z miejsc intymnych.
-Kawy!!!!-wrzasnął fizyk i rzucił się w stronę Małej Czarnej, trzymanej przez Trzeciego. Ta zabulgotała ze strachu, a Hokage wyszarpał ją z objęć swojego ucznia i odskoczył w szpanerskim stylu (czyli odkulał się…).
-Nie dasz mi tej kawy…?-zapytał, oblizując swoje wargi Oro-Mistrzu Sarutobi?

mubi001.jpg
Mubi szedł wolnym krokiem przez cały korytarz szkolny. W jego głowie kłebiły się straszne myśli… dosłownie straszne. Chciał ze sobą skończyć. Nawet miał już pomysł jak to zrobić, ale obok niego przeszła postać, na widok której gęba opadła mu do samej ziemi. Zaznaczyć też od razu trzeba, że nie była to Hinata. Tajemnicza postać zniknęła za rogiem, a Mubi pobiegł do swojego domu przygotować się. Jak tylko wszedł do domu poślisgnął się na czymś, wywinął orła i wpadł na „lokatora” (czyt. Itachiego). Ten już miał zamiar troche nawymyślać, czy zabić spinką do włosów jednak Półok przeleciał przez cały dom, wymienił swój bandaż, wyperfumował się, rzucił hasło:”Obiad macie w lodówce” i poleciał jak z procy do szkoły. Latał tam jak błyskawica napędzana paliwem rakietowym. To był Mubi, jakiego nikt nie znał.
Nagle gdy leciał do stołówki na swojej drodze napotkał Gaare. Trzeba napomnieć że Mubi troche się cykał tego gościa. Teraz jednak podleciał do niego a w powitalnym geście podniósł ręke, tak jak robili to Indianie.
- Heja Gaara, szukam pewnej osoby, możesz mi pomóc?
Oczywiście Gaara spojrzał na niego wzrokiem mówiącym:”Wiesz gdzie Cie mam?” Jednak Mubi był zbyt szczęśliwy, aby to zauważyć i już miał zamiar gościa klepnąć w ramie na pożegnanie gdy oczywiście „zabronił” mu tego piasek. Półok wycofał rękę, rzucając na koniec pożegnanie. I znowu wystrzelił jak z procy, tyle że tym razem wpadł na Planktona.
- Kisame, Ita dał mi cały spis rzeczy które masz mu przynieść, powiedział, że są to rzeczy nie cierpiące zwłoki.
Kisame wziął liste i spojrzał na nią udając że czyta. Lista była długa jak papier toaletowy, jednak Mubiego już wtedy nie było. W końcu podbiegł do swojego „nowego kumpla” czyli do Naruto który stał z Neji’em.
- Elo brahu, słuchaj, szukam kogoś. Taka blondynka, nawet troche podobna do ciebie.
- Ty … CZY TOBIE NIE CHODZI O MOJĄ SIOSTRE?
Mubi tylko głośno przełknął ślinę…
-

shino008.jpg
Koniec wakacji, koniec miłego robienia tego, na co ma się ochotę z tym, z kim ma się ochotę. Koniec wspólnych pokoi, każdy miał z powrotem własne łóżko… Kiba też, chlip, chlip… Shino, postrach Raid’ów, Off’ów i innych trutek na stworzenia boże vel robactwo. Jest to wielce niesprawiedliwe, ze na przyklad ten niedobry, niemiły i wogóle be Ita miał obiekt molestowań nie tylko w jednym domu, ale nawet w tym samym łóżku. Fakt, czasem trafiali się kochankowie odlegli o tysiące kilometrów, a on i jego kochany Kredek(mmm, skąd wziął się „Kredek” to już sprawa odmienna…)
mieszkali na tym samym osiedlu, ale i tak cały świat był w tej chwili przeciwko Robaszkowi. Ale to jeszcze nie koniec, on sie kiedyś zemści, bo kiedy zabierze swoje uke w podróż poślubną, to jego sąsiad arab razem ze swoimi przyjaciółmi z gangu następców Akatsuki, z Al Kaidy spuści na Shinobi Gakułen bombę biologiczną(a później na dom Wiśniewskich, a potem na Britnej Spirs, miahahaha). Tak więc szedł sobie Shiniak, zastanawiając sie czy popaść w dołek emocjonalny, czy już w Rów Mariański, kiedy jego rozmyślania przerwał dźwięk, jakby struś Pędziwiatr zrobił właśnie Kojotowi lewatywę dynamitem i cieszył się na widok efektu.
Robaszek bardzo ciekawy, co to tak popiskuje i kto wpuścił tu strusia i kojota(jak to kto? z zoo nawialiśmy-dop.Kojot),wszedł głębiej w bramę i jego oczom ukazały się nie szczątki biednego zmagacza K.(ani szczątki ramenu w dresie, ani Kisamka, ani matamamałygarza niestety), ale dwójka wesołych, mrocznych chłopców, wysadzających śmietniki petardami i mających przy tym świetną zabawę.
-Co się gapisz?-odezwał się wielce niekulturalnie jeden z nich, ale wielki i wspaniały S. postanowił puścić to mimo uszu, bo zamierzał wykożystać te niczego nie świadome, młode umysły…
-Co to?-zabzyczał tylko Kołnierz zza swojego (cudnego)kołnierza, jednak morderczym tonem a’la Gaarnek the Mroczny, dodając do tego jeszcze złowrogi błysk lenonków(by Kabuto). Dzieci skamieniały, pod wpływem tej przeogromnej dawki przemocy zawartej w zaledwie dwóch słowach nowo przybyłego chłopca od robaczków.
-Petardy.-wykrztusił wreszcie ten czarny-Wysadzisz tym wszystko. Od szafek szkolnych, przez koty, po drzewa.
Zaległa chwila ciszy… Tak, Shi-chan już wiedział, co by z tymi petardami zrobił…
-Oddawajcie!
Kilka chwil potem młody ninja kroczył z powrotem swoją drogą, mając kieszenie i plecak(wyłudzony gratis, a co!) pełne petard mających wkródce posłużyć jako arsenał w wojnieo miłość, pokój i opium…

mubi001.jpgitachi020.jpg Itachi wrzucił swoje ciuchy do szafy, bez specjalnego męczenia się w
składanie bo użył genialnego, własnej zresztą produkcji jutsu
złoż_moje_ciuchy_ideolo_no_jutsu. Zatrzasnął z hepi miną (co wyraziło się
jej wyrazem obojętnym a nie wrogimXD) szafę i zszedł na dół. Na owym dole
Mubi już mniej więcej pozbierał się z pierwszego szoku i był w nastroju do protestowania takim zachowaniom, bądź co bądź lokatora, którego sam żywił!
-To było moje!
Itachi spojrzał na niego beznamiętnie.
-Niby od kiedy?
-Dostałem to od….-przypomniał sobie, że Dzadzke de młodszy nie radził
wspominać Icie w razie spotkania, czyje to ciuchyXD- No dostałem!
-Nie, ty tego nie dostałeś-sharingan Ity zawirował-Ty mi to przyniosłeś.
Można powiedzieć, że dostałeś zlecenie mi to przynieść, ale nie dostałeś
tych ubrań dla siebie. Rozumiemy się?-powiedział ponuro, mroczno i
posępnie Ita w swoim wielokrotnie wypróbowanym na swoim ulubionym króliku do męczarni, czyli panu od fizyki, trybie zastraszacza z wypisanym na twarzy ‚ten sharingan może cię zabić w 2 sekundy, jeśli mi się postawisz, to za
pół sekundy będziesz podziwiał lakier na loczkach aniołków’. Uchiha de
starszy uśmiechnął się mentalnie,widząc, że jego technika jak zawsze jest niezawodnaX3.
Mubi byl z lekka podłamany. Teraz nie bedzie mógł zarywać lasek na „Uchime”. Nie przejmował się tym jednak. Na razie miał inny problem. Musiał on nakarmić swojego brata. Akurat był czas śniadania, kiedy to Ita i Kagari siedzieli już przy stole. Mubi jak zwykle przygotował ucztę (odpowiednie kalorie dla Ity, co cholernie nadciągało jego budżet) oraz trochę zdrowej żywności dla brata.
Wtedy jakby z mostu spadła odpowiedź Kagariego:
- Ja nie będę dzisiaj jadł.
Półok jednak nie mógł dopuścić do tego aby jego brat nie jadł śniadania. Wykazał więc swoje psych(iczne)ologiczne zdolności aby zmienić jego zdanie:
- Popatrz bracie. Oto jest największy autorytet szkoły do której uczęszczamy. Nie chcesz chyba aby Ita źle o tobie myślał. On także je śniadanie i ty też musisz.
To zagranie było zbyt mocne i Kagari poległ. Wziął talerz ze śniadaniem i zaczął powoli jeść. Ita nie mógł wyjść z podziwu. Wiedział o tym, że jest wielkim autorytetem, ale nie aż takim. Podobał mu się także styl Mubiego, w jaki sposób przekonał brata.
- Ty Półok. Dzisiaj pozwole Ci ze mną iść do szkoły. Musze Ci kogoś przedstawić.
Mubi miał złe przeczucia co do tego. Domyślał się, że chodzi o Sasuke, a to pokrzyżowałoby plany Półoka. „Nie mam jednak wyjścia, póki co to Ita panuje nad sytuacją, ale już niedługo” myslał sobie Mubi. Po obiedzie ruszyli do szkoły. Już w pierwszym korytarzu zobaczyli Sasuke de młodszego. Ita wyciągnąl rękę i bezczelnie pokazał go palcem mówiąc:
- Widzisz to jest mój…
Nie zdąrzył jednak dokończyć bo Mubi rzucił się na niego przewracając go w prawo, gdzie było schody w dół. Chłopaki się jeszce troche poobijali i w końcu znaleźli sie na dole. Półok szybko się podniósł bo był przyzwyczajony do podobnych akcji, a Ita to twardzile, ale żeby go podnieść z ziemi musiał pomóc Plankton który akurat przechodził obok.
- Czemu to zrobiłeś – spytał oburzony Ita chcąc spuścić Mubiemu manto
- Jeszcze nie pora, musze Ci para rzeczy wyjaśnić…

Ita spojrzał sharinganem na Półoka. JAK on śmiał choćby myśleć, ze jemu,
Wielkiemu Icie, trzeba cokolwiek wyjaśniac! Przecież Itachi sam wszystko wie
i sam sobie ze wszystkim radzi! Ita chrząknął powoli i spojrzał na
planktona.
-Spadaj stąd.
-?-zapytał yntelygentnie narybek.
Ita westchnął. No przecież nie moze pozwolić, aby ktokolwiek coś JEMU
tłumaczył, gdy ktoś inny może to usłyszęc, więc musi spławić planktona. Ale
on jest na to chyba ciut za ciemny, pomyślał Ita i postanowił zastosowac
swoją tajną technikę.
-Kinia chyba cię wołała.-mruknął jakby od neichcenia w stronę ryby, za
którym już się kurzyło.
-Ty. Mów.-zmierzył Mubiego wzrokiem a’la
podważ_mój_autorytet_mówiąc_coś_głupiego
_a_zamroduję_tępą_pałeczką_do_ryżu.
Mubi przełknął ślinę i odezwał się głosem drżącym z odwagiXD.
-No…no bo…e…Ja jestem za młody na takie rzeczy!-chwycił się ostatniej
szansy i zaimprowizowałXD.
Ita prtzez moment udawał, ze nie, wcale nie jest w szokuXD. A potem
westchnął i trzepnął Mubiego przez łeb.
-Chodź, debilu, chcę postraszyć jeszcze Jęsssorka
Mubiego strasznie bolała głowa. Nie mógł co prawda wyjawić straszliwej prawdy (że Sasuke the młodszy jest jego mentorem w sprawach podrywu) swojemu „koledze” któremu miał pomagać nauczyć swego brata „pewnych” sztuczek. Idąc przez korytarz natknęli się na niesamowity widok…

o2.jpgPocachorontas siedział przy biurku wymyślając nową torturę dla uczniów, czytając przy okazji Cosmopolitana. Na wypolerowanym blacie, spowita delikatnym, anielskim blaskiem, znajdowała swoje wzniosłe miejsce filiżanka pełna błogosławionej Kawy. Powolnym, leniwym, acz kuszącym i sprytnie zaplanowanym ruchem, wydzielała z siebie białe smużki pary. Niczym rosiczka wydzielając słodki zapach dla przywabienia swojej ofiary w nieodwracalną pułapkę, wydzielała owa Kawa Aromat. Tak na prawdę niezbyt to trafne zestawienie, bo kawy w porównaniu do rosiczek już dawno wypracowały sobie techniki znacznie bardziej przebiegłe i zgubne w skutkach. Także więc Języczek skuszony, czy też nie mając wielkiego wyboru, będąc opętanym przez Aromat, sięgnął spoza lektury ręką na biurko, szukając instynktownie, czegoś po omacku. Gdy jego idealnie nawilżona ręka nie natrafiła na nic oderwał swoje oczy od fascynującego artykułu z „różowych stron”.
-Gdzie jest.. moja kawunia? Na koronkowe podwiązki Newtona, przysiągłbym, że gdzies tu ją miałem…
Tymczasem tajemnicza postać umykała właśnie gdzie pieprz rośnie,z podejrzanie wygladajacą filiżanka, z jeszcze bardziej podejrzana zawartością.
- Powinien to teraz wypić.- pomyślał- W najbliższym czasie nie będzie o to łatwo (czyt. nawet gdyby było i tak nie mógłby się powstrzymać).
Odżywkowłosy odłożył Cosmo i zaczął przeszukiwać całe biurko.
- Kurde…- mówił wywalając w desperacji kolejne rzeczy z szafki. Jakiś uczeń oberwał po głowie „Bravo Girl”.
- Gdzie ona mogła się…- najnowszy numer „Pani Domu” przeleciał przez klasę i wyleciał oknem. Zamkniętym oknem. Szkło posypało się na siedzących pod oknem uczniów.
- Cholera!- bredził Oro, nie do końca już kontaktując -Kawyyy!!!!- zaczął wywalać wszytko z biurka, razem z szufladami, komuś wbił sie w głowę pantofel z 10-cio centymetrowym obcasem.
W końcu wybiegł na korytarz. Tyle że przez zamknięte drzwi. I kawałek ściany.
- Gdzie ten automat!!- Oro zakręcał kółka po korytarzu, całe włosy miał białe od ściany (przez) którą przeleciał.
- Stołówka… Stołówka.. Kawuniaaaaa!!!- leciał przed siebie. Przed wejściem jednak na moment oprzytomniał.
- Nie mogą… (dyszenie) mnie w takim stanie zobaczyć przecież. Muszę być sexy… Niech sobie nie myślą że mam doła albo coś, bo jestem sam… chwilowo zresztą!!- obniżył spodnie, podciągnął różowe, cekinowe stringi wyżej i pewnym krokiem (na tyle pewnym na ile pozwalał
stan skrajnego niedokofeinowania, czyt. wyrąbał się na pierwszym zakręcie). Podniósł sie, i z wymuszonym uśmiechem szedł dalej.
- Haffyyyy.. yy…- wybełkotał, a nogi się pod nim ugięły.
- Słucham?
- Haa.. ffyy..- powiedział siląc się jak mógł, trzymając się kurczowo lady językiem, bo nogi i ręce już nie działały.
- Pewnie Kawy? Przykro mi, ale wygląda na to że się skończyła. Nie mamy już ani łyżki.
W tej chwili stężenie Kofeiny w krwi Orocismyra osiagnęło krytycznie niski poziom. Blada-twarz pozwijał się przez moment w bólach na posadzce, po czym przytomność, ku jego uldze, opuściła go. Owa tajemnicza postać, która swoją bezczelnością przekroczyła nieprzekraczalne… eee tzn. po naszemu- zajumała Kawę, przygladała sie przez cały czas z satysfakcją wprost wymalowaną na twarzy. Postanowiła wynieść Oro na zewnątrz. Nie trzeba jeszcze siać paniki, minuty zanim skapną się że w całej budzie nie ma ani łyżki kawy, są bezcenne. Chowając Oro gdzieś w ogródku matematyka, osobnik ów wycofał się na z góry upatrzoną pozycję ruchem niejednostajnym, przyśpieszonym, nieprostoliniowym.
Nad szkołą zbierały się chmury. Pierwszy piorun trzsnął prosto w metalowe dzoneczki zdobiące koronkowe stringi fizyka. Była to zapowiedź prawdziwej burzy, która dopiero nadciagała… z pokoju dyrektora.

itachi002.jpg Itachi zmierzył morderczym *glare* blondynkę, która w JEGO płaszczu wpadła na tymczasowo jego balkon. Mrugnął złowrogo. Do tego wzięła go za DZIEWCZYNĘ! Dzadzke de Starszy powoli, poooooowoooooliiii wstał z fotela i odłożył na niego ksiażkę, podszedł dwa kroki do uśmiechającej sie z głupkowatą miną blondyny (dziwnie przypominającej mu takiego jednego młotka…) i wyrzekł mroczno, ponuro i posępnie:
-Oddawaj.
-E?-zapytała inteligentnie dziewoja.
-Płaszcz. Oddawaj.
Ita zwęził oczy w neibezpieczne szparki, w których zakręcił się sharingan. Jednym ruchem zdarł z dziewczęcia odzenie (owszem, Ita jest bi, ale nie poleci na nic, co mu się kojarzy z młotkiem z obsesją na punkcie ramenXD)i bez słowa zepchnął je z balkonu. Złożył ładnie swój cenny płaszczyk (autorstwa wspaniałego krawca Kovalsky’iegoXD) i nie przejmował się, że blond dziewczę leży w ogrodzie w czarnej, koronkowej bieliźnie i pod wpływem tsukiyonomi przelatują jej przed niebieskimi ślepiami obrazy zniknięcia jako opóźniona technika ninjaXD. Krótko mówiąc Ita zszedł na dół i skierowął się do kuchni. Po drodze zachaczył o korytarzXD. A do środka wszedł właśnie Półok z rozdziawioną gębą. Nic dziwnego, też byście tak wyglądalli, jakbyście to blondwłose zobaczyli w swoim ogródkuXD. Itachi spojrzał na kalekę i uśmeichnął się nieznacznie.
-Przyniosłeś mi moje ubrania? To miło z twojej strony^^. W zamian za to nie będę dziś marudził na ten benzadziejny, dziadowski lakier, który wczoraj mi kupiłeśX3.
Powiedział hepi Ita i wział z rąk zszokowanego Półoka zawiniątko swoich ubrań, po czym podreptał do swojego ‚apartamentu’.
-Zrób mi kawę, ok słonko?-rzucił jeszcze przez ramię, wchodząc na górę. Miał wybitnie dobry humor-poćwicyzł sobie techniki, dostał ubranka… ach, żyć nie umierać^^. Do tego pod poduszką ma sekretny album zdjęć braciszkaX3~~~~…


  • RSS